poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział II


             Nastały deszczowe dni w całej Japonii. Od ostatniej wizyty na ziemiach klanu Mizu Hajime oddalił się od swoich braci, stał się nieobecny. Często wędrował samotnie po lesie i przesiadywał pod wodospadem. Zatracił swą tożsamość i zwątpił we wszystko, co kierowało jego działania w stronę pokoju w kraju kwitnącej wiśni. Hajime rozmyślał o śmierci swego ojca, nie chciał wierzyć, że Ichigo mógłby go zabić. Słowa Naoto przerywały mu sen, śniły mu się złe rzeczy. Hajime przestał już nawet szkolić młodych wojowników, za co Ichigo przejął odpowiedzialność. Ichigo wielokrotnie chciał podjąć rozmowę z Hajime, lecz ten go unikał. Tylko Hoshi nie mogła zrozumieć zachowania obojga. Próbowała dopytać męża, lecz ten nie odpowiadał na jej pytania.
             W końcu któregoś dnia, gdy Hajime siedział nad wodospadem, po przeciwnej stronie pojawił się Reji. Oboje najpierw milczeli, po pewnym czasie podjęli jednak rozmowę.
- Hajime, od pewnego momentu obserwuję Cię, ciągle sam włóczysz się po lesie. Nigdy wcześniej nie widywałem Cię pod wodospadem, teraz jesteś tu prawie codziennie – odparł Reji.
- Czy pakt nadal istnieje, czy szykujesz podstęp?
- Postąpiłem egoistycznie tamtego dnia, kiedy wraz z Naoto zaciągnęliśmy Cię na nasze ziemie. Chciałem tylko znać prawdę o śmierci Junji.
 Hajime słuchał uważnie.
- Kiedy ja byłem w Twoim wieku, przyjaźniłem się  z Junji przez długi okres czasu - aż nie nastały konflikty, a później wojna. Stanęliśmy do walki naprzeciw siebie. Nie było nam łatwo, zważywszy na wcześniejszą przyjaźń. Gentarō jednak tak nas poróżnił, że znienawidziliśmy siebie z dnia na dzień. Później wszystko samo się potoczyło, jak lawina. Po wojnie zrozumieliśmy, że za sprawą wszystkich naszych nieporozumień stał klan Hikaru. Nie było już jednak możliwe, byśmy odrodzili naszą przyjaźń – za dużo słów padło, za dużo ludzi zginęło. Na wzgląd dawnych czasów zawarliśmy wtedy porozumienie, którego przypieczętowaniem jest trwający do dziś pakt. Kiedy dowiedziałem się, że Junji zmarł, coś przekłuło moje serce, poczułem złość, ogromną złość, stąd moje zachowanie. Przepraszam. Nie chcę zrywać paktu Hajime – Junji patrzył na Hajime i czekał, aż ten mu wybaczy i zaufa. Chciał odkupić swoje winy.
- To dobrze – odparł skromnie Hajime.
- To znaczy, że mi również wybaczasz?
- Chcę tylko pokoju – Hajime wstał, odwrócił się i miał odejść, lecz odparł:
- Jak zmarł mój ojciec?
- Dlaczego mnie o to pytasz?
- Jak zmarł?
- To było dawno temu Hajime.
- Chcę wiedzieć – Reji milczał.
Hajime udał się zatem w stronę Kaze. Był nie do poznania. Górowała w nim złość przeplatana zwątpieniem i smutkiem. Ciągłe walki, wieczny strach, śmierć bliskich i bezustanne dążenie do pokoju w kraju zmęczyły go na tyle, że zrezygnował z wszelakich działań w swym życiu. Zagubiony próbował odnaleźć swoje miejsce na nowo.
Kiedy kolejny raz Hajime i Reji spotkali się pod wodospadem, oboje znów długo milczeli. W końcu Reji postanowił przerwać ciszę.
- Jestem Ci chyba winien wyjaśnienia, za Naoto – rozpoczął Reji kierując swój wzrok na Hajime.
Hajime milczał. Nie spojrzał nawet na Reji. Jego spuszczona głowa nie była obrazem Hajime jeszcze z przed kilku tygodni.
- Naoto powiedział mi o słowach, które wypowiedział tamtej nocy. Czy to przez nie tak się zmieniłeś?
Hajime nadal milczał. Bawił się kamieniem przesypując piasek to w jedną, to w drugą stronę.
- Kiedy byłeś mały i trwały walki, pewnego dnia doszło do bitwy między Ichigo i Gentarō. Twój ojciec wiedział, że Ichigo zginie w tej walce. Gentarō miał znaczną przewagę. Z resztą do dziś ją ma. Twój ojciec przebrał się wtedy w odzienie wroga i podstępem chciał pokonać przywódcę klanu Hikaru – kontynuował Reji.
Hajime dalej bawił się kamieniem i słuchał dalej nie odzywając się ani słowem. Nie podniósł również głowy.
- Traf chciał, że Ichigo zanim zorientował się, kto z mieczem stanął za jego plecami, gwałtownym ruchem wykonał zamach. Widząc, że Ichigo nadal traci równowagę, do walki z Gentarō wkroczył wtedy Junji. Po długiej rywalizacji walkę przerwano. Wtedy Ichigo odwróciwszy głowę za siebie zobaczył odchyloną chustę na twarzy wojownika, którego wcześniej ranił mieczem.
Hajime odłożył kamień. Nadal milczał.
- To był Twój ojciec Hajime. Naoto mówił prawdę.
Hajime siedział pełen goryczy z zaciśniętymi pięściami, krew wrzała w jego żyłach. Nadal nie podniósł głowy.
- Ichigo zadał mu wtedy śmiertelny cios. Od tamtej pory nikt nie odważył się założyć odzienia wroga – odparł Reji.
- To był wypadek – Reji próbował załagodzić sytuację widząc nerwowość Hajime.
- Hajime, Ichigo nie chciał zabić Twego ojca. Nie wiedział kogo rani. Twój ojciec nie zdążył…
- Przestań! – Krzyknął po chwili Hajime przerywając Reji.
Hajime wstał, stał jeszcze przez chwilę w bezruchu, po czym zerwał się i pobiegł w głąb lasu. Reji martwił się o niego,  w głębi duszy był dobrym człowiekiem. Według paktu nie powinien był jednak rozmawiać z Hajime – pakt zakazywał rozmów klanu Mizu i Kaze. Czuł, że popełnił błąd wyjawiając prawdę Hajime. Nie mógł jednak dłużej patrzeć jak młodzieniec marnuje swój potencjał i słabnie z każdym dniem oddalając się od ludzi. Początkiem negatywnej zmiany Hajime były jednak słowa Naoto. To w jego imieniu Reji chciał wszystko naprawić. Nie wiedział jednak, że to pogorszy sytuację. Czy jednak naprawdę pogorszyło?
             Nastał wieczór, dosyć suchy i spokojny od wiatru. Hajime wrócił do swojej wioski.
- Hajime, jak dobrze, że jesteś, tak się o Ciebie martwię. Nie ma Cię całymi dniami – Hoshi podbiegła do syna.
Hoshi zawsze traktowała Hajime jak rodzonego syna, kochała go bardzo mocno, tak mocno jak starszego syna Haruto.
- Niepotrzebnie, wszystko ze mną w porządku – odparł Hajime.
- Synu, wiem, że coś się stało podczas walk. Ichigo…
- Nie chcę o tym rozmawiać. Zostaw mnie proszę samego – Hajime przerwał matce i oddalił się od domu. Usiadł na placu wpatrując się w gwiazdy. Hoshi zmartwiona odeszła do domu. Ona również cierpiała patrząc na swoją rodzinę i to jak zmieniła się w przeciągu ostatnich tygodni.
- Hajime, Hajime! – Dobiegał głos z daleka.
- Hajime! – Wołał mały chłopiec biegnąc w kierunku Hajime.
Hajime uniósł głowę i przywitał się z chłopcem.
- Jak się masz Kaito? – Zapytał.
- Hajime, już nie chcę ćwiczyć.
- Dlaczego Kaito?
- Nie podobają mi się ćwiczenia z Ichigo.
- Ichigo ćwiczy Was równie dobrze jak ja ćwiczyłem.
- Nie prawda. Jest nudno i smutno.
- Smutno? – Zapytał Hajime.
- Tak.
Hajime pomyślał chwilę i kazał Kaito usiąść obok niego blisko.
- Widzisz Kaito, czasem tak bywa, że życie jest smutne. Ja obserwuję wtedy gwiazdy i podziwiam ich piękno. Każda gwiazda coś znaczy. Są małe i większe gwiazdy, świecące mniej lub bardziej. Każda gwiazda to życie. Czasami można zobaczyć spadającą gwiazdę. Wędruje ona wtedy na ziemię, by spełnić nasze marzenia – kontynuował Hajime.
- Kiedy któregoś dnia będziesz tutaj siedział i zobaczysz spadającą gwiazdę, pomyśl wtedy o mnie i wypowiedz życzenie – Hajime uśmiechnął się do chłopca.
- A czy ta gwiazda spełnia każde życzenia?
- Nie każde. Wiesz Kaito, z tymi życzeniami jest tak, że trzeba w nie mocno uwierzyć, tak mocno, jakby miały się spełnić już, zaraz, teraz. Wypowiadając życzenie przymknij oczy i wyobraź sobie, że właśnie spełniają się Twoje słowa. Nie otwieraj oczu i przez chwilę wyobraź sobie siebie w tym momencie – powiedział Hajime.
- Wiesz Hajime, chciałbym, żebyś Ty mnie ćwiczył, inaczej nie chcę już ćwiczyć.
- Kaito, ćwiczyłem Cię bardzo długo.
- Ale… - Kaito posmutniał, wtem przerwał mu znów Hajime.
- Dobrze Kaito, powiem Ichigo, że będę Cię ćwiczył. Od jutra nie musisz już chodzić na zajęcia.
- Huraaa! – Na twarzy Kaito pojawił się uśmiech, tak wielki, że aż Hajime zakłuło w sercu.
Hajime od dawna nic nie cieszyło, rzadko się uśmiechał. Nie mógł zatem odmówić małemu chłopcu. Miał za dobre serce, wszystkim chciał pomagać. Mały chłopiec przytulił się do Hajime i na pożegnanie powiedział:
- Hajime, pamiętasz nasz uścisk dłoni?
- Tak Kaito. Wracaj już do domu. Jest późno. Pamiętaj, że jutro Cię budzę i wyruszamy do lasu.
- Do lasu? – Zdziwił się Kaito.
- Tak, będziemy ćwiczyć w lesie.
- Super! – Kaito pobiegł radośnie do domu.
Od tamtej pory każdego ranka Hajime i Kaito wyruszali razem do lasu. Ćwiczyli długo i cierpliwie. Kaito był pilnym uczniem, pomimo zmęczenia nie poddawał się i ćwiczył dalej. Hajime tym samym wypełniał pożytecznie swój czas, sam też nie zaniedbując własnych ćwiczeń, dzięki czemu znów stał się silny.
             Któregoś dnia Ichigo zastawił Hajime drogę i nie pozwolił mu przejść.
- Chcę z Tobą porozmawiać – odparł Ichigo.
- Ale ja nie chcę – Hajime zignorował ojca i chciał się oddalić, kiedy Ichigo ponownie zastawił mu drogę.
- Muszę z Tobą porozmawiać – Ichigo odparł stanowczym głosem.
- Puść mnie, chcę przejść – Hajime nie chciał rozmawiać z Ichigo.
- Hajime, nie chciałem go zabić, nie chciałem tego zrobić… - Ichigo miał łzy w oczach.
- Odejdź! – Krzyknął Hajime i odepchnął ojca.
Hajime wiedział, że Ichigo nie zrobił tego celowo, nie zabiłby swojego brata, jednak wciąż nie mógł mu spojrzeć w oczy. Czuł żal i rozgoryczenie, nie mógł pogodzić się z myślą, że mimo wszystko to Ichigo zabił jego ojca. Próbował, lecz ból w jego sercu był silniejszy. Następnego dnia zamiast Kaito, Ichigo przyszedł na poranne ćwiczenia z Hajime.
- Kaito nie przyjdzie. Znów ćwiczy się z resztą młodych wojowników – Ichigo odwrócił się i zmierzył w kierunku placu, na którym odbywały się ćwiczenia grupowe klanu Kaze.
- Dlaczego?! Dlaczego mi to robisz?! Dlaczego robisz to Kaito?! – Hajime poczuł ogromny gniew, wbił miecz w ziemię i krzyknął:
- Jesteś samolubny i egoistyczny! Kaito Ci tego nie zapomni!
Hajime cały dzień spędził poza wioską. Znów był nieobecny. Kiedy wieczorem wrócił do wioski, Kaito czekał na niego na środku placu, w tym samym miejscu, w którym Hajime opowiadał mu o gwiazdach.
- Kaito, co Ty tutaj robisz o tej porze? – Zapytał Hajime.
- Czekałem na Ciebie. Wiedziałem, że przyjdziesz. Dziś widziałem spadającą gwiazdę, powiedziałem, że znów chcę ćwiczyć z Tobą.
- Zamknąłeś wtedy oczy?
- Tak. Wyobraziłem sobie jak znów mnie ćwiczysz i… przyszedłeś. Czy to znaczy, że od jutra znów będziemy razem ćwiczyć w lesie?
Hajime spuścił głowę, po czym po chwili uniósł ją ponownie i rzekł do Kaito:
- Nie Kaito.
- Ale przecież uwierzyłem głęboko, naprawdę – Kaito posmutniał i spojrzał litościwie na Hajime.
- Wiem Kaito. Czasem jednak nawet nasza wiara zawodzi. Wtedy musimy być silni. Czy jesteś silny Kaito?
- Hajime… - Kaito miał łzy w oczach.
- Kaito, jak dorośniesz zrozumiesz dlaczego nie mogę Cię teraz szkolić.
- Hajime…
- Kaito, silni chłopcy nie płaczą, bo są silni, a Ty przecież jesteś silny – Hajime otarł oczy chłopcu.
- Udam, że nic nie widziałem dobrze? – Hajime spojrzał na Kaito i uśmiechnął się do chłopca.
- Dobrze Hajime. Dziękuję – chłopiec spuścił głowę.
- Pora chyba wracać do domu, co? – Odparł Hajime i poklepał Kaito po ramieniu.
Hajime zaprowadził Kaito do jego domu.
             Młodzieniec nadal nie mógł się odnaleźć w Kaze, dlatego o świcie postanowił opuścić wioskę. Gdy wczesnym rankiem zmierzył w kierunku lasu, zauważył go Haruto.
- Hajime, dokąd znów idziesz o tak wczesnej porze?
- Odchodzę.
- Jak to odchodzisz? Dokąd? – Zaniepokoił się Haruto.
- Jeszcze nie wiem.
- Ale dlaczego, bracie nie rób tego…
- Muszę Haruto.
- Zmieniłeś się, nie poznaję własnego brata. Nie liczy się dla Ciebie Twoja rodzina?
- To bardziej Twoja rodzina niż moja.
- Hajime, co Ty mówisz? Od zawsze traktowałem Cię jak brata, Hoshi i Ichigo również traktowali Cię jak rodzonego syna.
- Idę. Nie szukajcie mnie.
- Hajime, zastanów się jeszcze. Nie rób tego, proszę – Haruto nie wiedział co ma zrobić, by powstrzymać brata i odwieść go od planu opuszczenia klanu Kaze.
- Bądźcie zdrowi, opiekuj się rodzicami i Chieko – Hajime odwrócił się i odszedł w głąb lasu.
Tym samym Haruto zawiadomił Ichigo o odejściu Hajime. W Ichigo wstąpiła złość, jakiej nigdy wcześniej w sobie nie czuł.
- Niech idzie, zostawmy go. Jeszcze tutaj wróci… - odparł Ichigo i wyszedł na plac, by przygotować się do ćwiczeń.
             Hajime szedł przed siebie zdeterminowanym krokiem, co jakiś czas zatrzymywał się. Nie wiedział dokładnie co chce osiągnąć poprzez swoje odejście z Kaze, lecz czuł, że to w tym momencie było dla niego i Ichigo najlepszym rozwiązaniem. Hajime zmierzał do miejsca, które nie należało ani do Kaze, ani do Mizu, ani do Hikaru. Była to z dawien dawna opuszczona przez nieistniejący od dziesiątek lat klan Darahati drewniana chatka na skraju jeziora. Lud klanu Darahati wyginął jeszcze przed powstaniem klanów Kaze, Mizu i Hikaru. Gdy Hajime był już daleko od Kaze i Mizu, postanowił odpocząć pod jednym z drzew. Wtedy też usłyszał za krzewami szelest liści. Wstał i powoli przybliżył się w stronę krzewów chwytając za miecz. Po chwili jednak zza krzewów wyłoniła się twarz chłopca. To był Kaito, szedł za nim od samego początku.
- Kaito! Szedłeś za mną całą drogę?!
- Przepraszam – Kaito spuścił głowę.
- Dlaczego Kaito?
- W wiosce nikt na mnie nie zwraca uwagi, nie potrafię nawet dobrze walczyć. Chciałem stać się silniejszy. Gdy Ty mnie ćwiczyłeś, czułem się silniejszy. Chciałbym stać się wielkim wojownikiem, żeby kiedyś dziadek był ze mnie dumny.
- Chodź tutaj Kaito. Pamiętaj, że nie wolno oddalać Ci się od wioski, zwłaszcza tak daleko jak zaszedłeś w chwili obecnej. Jesteś silny Kaito, dziadek już dziś może być z Ciebie dumny. Ja w Twoim wieku też byłem zawsze na boku, byłem nieśmiały i dzieci nie chciały się ze mną bawić. Wiesz co wtedy robiłem? Ćwiczyłem, by stać się silniejszym. Przez to zawsze byłem na boku i dopiero, gdy podrosłem, stałem się odważniejszy. Wiesz co Ty powinieneś?
- Co?
- Powinieneś już dziś nabrać więcej śmiałości. Uwierz w siebie, a inni zwrócą na Ciebie uwagę, zobaczysz.
- Ale jak?
- Trenuj codziennie nie tylko siłę, ale i odwagę wobec innych. Zacznij od małych kroków. Staraj się oswoić nieśmiałość, by z czasem przekształcić ją w śmiałość. Przebywaj dużo pośród innych dzieci, rozmawiaj z nimi, zagaduj, chwal, jeśli na to zasługują i uśmiechaj się do innych jak najczęściej.
- Hajime, ale ja nie potrafię być taki.
- Uwierz, a staniesz się śmiały Kaito. Chodź, zaprowadzę Cię teraz do wioski.
- Nie, proszę, nie chcę tam wracać – Kaito błagał litościwym spojrzeniem.
- Kaito, nie możesz pójść ze mną.
- Ale dlaczego?
- Ze mną nie będziesz bezpieczny. Nigdy nie wiadomo, kto stanie nam na drodze.
- Ale przecież Ty jesteś silny.
- Kaito, zrozum proszę. No chodź, idziemy.
- Pozwól mi z Tobą zostać Hajime.
- Kaito, nie każ mi, żebym odniósł się wobec Ciebie złością.
- Pozwól mi w takim razie zostać z Tobą tą jedną noc – Kaito nie ustępował.
- Nie mogę Kaito, wszyscy już pewnie Cię szukają – Kaito patrzył smutnym wzrokiem.
Hajime westchnął, pomyślał przez chwilę i w ostateczności pozwolił chłopcu spędzić u jego boku tę jedną noc. Oboje byli już przecież bardzo zmęczeni. O świcie Hajime miał zabrać chłopca do wioski.
- Hajime, poćwiczysz ze mną?
- Nie jesteś zmęczony Kaito? Przeszedłeś za mną tyle kilometrów…
- Tylko trochę. Chcę poćwiczyć zanim mnie odprowadzisz.
- Dobrze Kaito, pokażę Ci kilka moich tajnych ruchów, jeśli oczywiście nikomu o nich nie powiesz.
- Obiecuję – Hajime uśmiechnął się do chłopca i razem ćwiczyli jeszcze przez pół godziny, po czym oboje położyli się spać.
             Nazajutrz, gdy zaczęło świtać, Hajime wyruszył z Kaito w stronę Kaze. Dzień był dość nieprzyjemny, wietrzny. Gdy tak wędrowali, w pewnym momencie na przeciw siebie zauważyli grupę mężczyzn. To był Haruto z wojownikami klanu Kaze, którzy szukali Kaito.
- Hajime, odszedłeś, pomimo, iż prosiłem byś tego nie robił. Ale żeby zabierać ze sobą Kaito? Za to powinieneś być ukarany – odparł Haruto.
- Nie zabrałem go ze sobą.
- Jeszcze zaprzeczasz?
- Nie wiedziałem, że Kaito za mną pójdzie. Zorientowałem się dopiero, gdy było już za późno, by wracać do wioski tego samego dnia.
- Kaito chodź, wracamy do domu – zawołał Haruto.
Kaito pożegnał się z Hajime i zmierzył w kierunku Haruto.
- Hajime, wrócisz prawda? – Chłopiec zapytał smutnym tonem.
- Kaito, idź już. Pomyśl o mnie jak zobaczysz spadającą gwiazdę – Hajime po raz ostatni uśmiechnął się do chłopca, odwrócił się i odszedł. Zatrzymał się nad rzeką dzielącą Kaze i Mizu. Tym razem pod wodospadem nie zastał Reji, a młodą, piękną kobietę - tą samą, którą było mu dane spotkać na ziemiach Mizu, gdy Reji i Naoto uwiązali go w szopie. Hajime przez dłuższą chwilę, nic nie mówiąc, ukradkiem przyglądał się dziewczynie. Gdy Izumi zauważyła Hajime po drugiej stronie rzeki, zerwała się i chciała odejść w kierunku swojej wioski, lecz w ten Hajime odezwał się:
- Zaczekaj, nie odchodź.
Izumi zatrzymała się i lekko odchyliła głowę w stronę Hajime.
- Nie musisz się mnie bać. Nie jestem taki zły, za jakiego mnie masz.
- Według paktu nie powinniśmy rozmawiać – odparła Izumi.
- Wiem. Czym jednak jest pakt wobec strachu, jaki w sobie poczułaś ujrzawszy mnie po drugiej stronie rzeki?
- Wcale się Ciebie nie boję.
- To dlaczego zerwałaś się na mój widok tak nagle?
- Siedziałam nad rzeką już wystarczającą chwilę. Czego chcesz ode mnie?
- Niczego. Może tylko tyle, żebyś mnie wysłuchała – odparł Hajime.
- Słucham.
- Tamtej nocy, gdy przyniosłaś dzbanek z wodą, chciałem, żebyś mnie zabiła. Mówiłem, że jeśli tego nie zrobisz, ja zabiję Twoją rodzinę. Prawda jest taka, że nie jestem Twoim wrogiem, zgodnie z tym, co powiedziałem wtedy na początku naszego spotkania.
Izumi słuchała dalej.
- Według mnie punkt paktu zakazujący rozmów Mizu i Kaze jest niedorzeczny. To wcale nie jest pieczęcią pokoju naszych klanów. Mamy granicę, jaką jest rzeka, niektórzy boją się siebie, tak jak Ty dzisiaj, wystraszyłaś się.
- Nie prawda – broniła się Izumi.
- Nie będę negował Twoich słów, sama wiesz, co poczułaś w swoim sercu. Możesz już iść. Chcę tylko, żebyś następnym razem, gdy mnie spotkasz, nie bała się mnie. Nie jestem zły – Hajime spuścił głowę.
Po chwili ciszy Izumi odparła do Hajime:
- Gdybyś był zły, nie przyniosłabym Ci wtedy wody – Izumi odwróciła się i odeszła.
Hajime siedział jeszcze przez chwilę nad rzeką, po czym ponownie wyruszył w stronę chatki klanu Darahati.
             Gdy tak wędrował, zastanawiał się nad sensem swojego istnienia, swojej roli, której być może jeszcze nie poznał. Wciąż pragnął spokoju, lecz jego dusza zagubiła się. Hajime nie znał granic, z każdym pragnął żyć w zgodzie, choć często sam był zadziorny. Miał trudny charakter, ale też bardzo wrażliwe serce. Wędrówka na ziemie Darahati miała mu pomóc zrozumieć samego siebie i pozwolić na ponowne, trafne działania w jego życiu. Hajime męczyły ciągłe walki i wojny. Opuścił swoich braci nie wiedząc, czy nie będą potrzebowali jego wsparcia, gdy nadejdą siły wroga i Ichigo znów przyjdzie stanąć twarzą w twarz z Gentarō. Był świadomy jednak, że sama siła fizyczna nie wystarczy, gdy psychicznie jest się słabym. Po kilku godzinnej wędrówce Hajime dotarł na miejsce. Chatka była bardzo zapuszczona, pełna pajęczyn. Zanim Hajime uprzątnął w niej trochę, postanowił rozejrzeć się po okolicy.  Cisza i spokój, jakie odnalazł nad jeziorem, były wszystkim, czego w tym momencie potrzebował. 


2 komentarze:

  1. No cóż, czyli jednak to był wypadek. A już miałam nadzieję na większy spisek. Hehe, nie no żartuję :P. Całkiem sympatyczny ten Kaito, za to Ichigo przedstawiłaś w bardzo złym świetle. Nie wiem czy taki był cel, ale jeśli tak, to moim zdaniem dobrze Ci to wyszło ^^. Hmm ... Hajime odchodzi z wioski ... ciekawe jak dalej potoczą się jego losy ... Ale ten Reji litościwy. Miło, że ktoś wreszcie raczył powiedzieć Hajimowi (jak to się odmienia?! xD) o tym, kto zabij jego ojca i dlaczego. Trochę nie ogarniam chyba logiki tego paktu pomiędzy Kaze a Mizu, no ale cóż. Dlaczego niby nie mogą ze sobą gadać? O_o Dziwne bynajmniej, ale mniejsza z tym ...
    Pozdrawiam, willownight

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszą mnie takie komentarze. Dzięki nim mam pewność, że ktoś rzeczywiście czyta całą treść, za co serdecznie Ci dziękuję. Imienia Hajime ja sama nie odmieniam (nie wiem czy to błąd - postaram się to sprawdzić i oczywiście dam znać). Być może odebrałaś postać Ichigo jako złą, aczkolwiek Ichigo nie jest złym człowiekiem, o czym przekonasz się w kolejnych rozdziałach. Jeśli chodzi o pakt, no właśnie - Hajime, czyli początek... W nawiązaniu do tytułu utworu oraz przesłania książki, z czasem będzie można się przekonać o tym, iż powstanie paktu za czasów Junji i Reji nie do końca było konieczne (więcej nic nie zdradzę).

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas oraz każdą cenną uwagę :)

Pozdrawiam cieplutko :)
Iza