Nastały deszczowe dni w całej Japonii. Od ostatniej wizyty na ziemiach klanu
Mizu Hajime oddalił się od swoich braci, stał się nieobecny. Często wędrował
samotnie po lesie i przesiadywał pod wodospadem. Zatracił swą tożsamość i
zwątpił we wszystko, co kierowało jego działania w stronę pokoju w kraju
kwitnącej wiśni. Hajime rozmyślał o śmierci swego ojca, nie chciał wierzyć, że
Ichigo mógłby go zabić. Słowa Naoto przerywały mu sen, śniły mu się złe rzeczy.
Hajime przestał już nawet szkolić młodych wojowników, za co Ichigo przejął
odpowiedzialność. Ichigo wielokrotnie chciał podjąć rozmowę z Hajime, lecz ten
go unikał. Tylko Hoshi nie mogła zrozumieć zachowania obojga. Próbowała dopytać
męża, lecz ten nie odpowiadał na jej pytania.
W końcu któregoś dnia, gdy Hajime siedział nad wodospadem, po przeciwnej
stronie pojawił się Reji. Oboje najpierw milczeli, po pewnym czasie podjęli
jednak rozmowę.
- Hajime, od pewnego momentu obserwuję
Cię, ciągle sam włóczysz się po lesie. Nigdy wcześniej nie widywałem Cię pod
wodospadem, teraz jesteś tu prawie codziennie – odparł Reji.
- Czy pakt nadal istnieje, czy szykujesz
podstęp?
- Postąpiłem egoistycznie tamtego dnia,
kiedy wraz z Naoto zaciągnęliśmy Cię na nasze ziemie. Chciałem tylko znać prawdę
o śmierci Junji.
Hajime słuchał uważnie.
- Kiedy ja byłem w Twoim wieku,
przyjaźniłem się z Junji przez długi okres czasu - aż nie nastały
konflikty, a później wojna. Stanęliśmy do walki naprzeciw siebie. Nie było nam
łatwo, zważywszy na wcześniejszą przyjaźń. Gentarō jednak tak nas poróżnił, że
znienawidziliśmy siebie z dnia na dzień. Później wszystko samo się potoczyło,
jak lawina. Po wojnie zrozumieliśmy, że za sprawą wszystkich naszych
nieporozumień stał klan Hikaru. Nie było już jednak możliwe, byśmy odrodzili
naszą przyjaźń – za dużo słów padło, za dużo ludzi zginęło. Na wzgląd dawnych
czasów zawarliśmy wtedy porozumienie, którego przypieczętowaniem jest trwający
do dziś pakt. Kiedy dowiedziałem się, że Junji zmarł, coś przekłuło moje serce,
poczułem złość, ogromną złość, stąd moje zachowanie. Przepraszam. Nie chcę
zrywać paktu Hajime – Junji patrzył na Hajime i czekał, aż ten mu wybaczy i
zaufa. Chciał odkupić swoje winy.
- To dobrze – odparł skromnie Hajime.
- To znaczy, że mi również wybaczasz?
- Chcę tylko pokoju – Hajime wstał,
odwrócił się i miał odejść, lecz odparł:
- Jak zmarł mój ojciec?
- Dlaczego mnie o to pytasz?
- Jak zmarł?
- To było dawno temu Hajime.
- Chcę wiedzieć – Reji milczał.
Hajime udał się zatem w stronę Kaze. Był
nie do poznania. Górowała w nim złość przeplatana zwątpieniem i smutkiem.
Ciągłe walki, wieczny strach, śmierć bliskich i bezustanne dążenie do pokoju w
kraju zmęczyły go na tyle, że zrezygnował z wszelakich działań w swym życiu.
Zagubiony próbował odnaleźć swoje miejsce na nowo.
Kiedy kolejny raz Hajime i Reji spotkali
się pod wodospadem, oboje znów długo milczeli. W końcu Reji postanowił przerwać
ciszę.
- Jestem Ci chyba winien wyjaśnienia, za
Naoto – rozpoczął Reji kierując swój wzrok na Hajime.
Hajime milczał. Nie spojrzał nawet na
Reji. Jego spuszczona głowa nie była obrazem Hajime jeszcze z przed kilku
tygodni.
- Naoto powiedział mi o słowach, które wypowiedział
tamtej nocy. Czy to przez nie tak się zmieniłeś?
Hajime nadal milczał. Bawił się
kamieniem przesypując piasek to w jedną, to w drugą stronę.
- Kiedy byłeś mały i trwały walki,
pewnego dnia doszło do bitwy między Ichigo i Gentarō. Twój ojciec wiedział, że
Ichigo zginie w tej walce. Gentarō miał znaczną przewagę. Z resztą do dziś ją
ma. Twój ojciec przebrał się wtedy w odzienie wroga i podstępem chciał pokonać
przywódcę klanu Hikaru – kontynuował Reji.
Hajime dalej bawił się kamieniem i
słuchał dalej nie odzywając się ani słowem. Nie podniósł również głowy.
- Traf chciał, że Ichigo zanim
zorientował się, kto z mieczem stanął za jego plecami, gwałtownym ruchem
wykonał zamach. Widząc, że Ichigo nadal traci równowagę, do walki z Gentarō
wkroczył wtedy Junji. Po długiej rywalizacji walkę przerwano. Wtedy Ichigo
odwróciwszy głowę za siebie zobaczył odchyloną chustę na twarzy wojownika,
którego wcześniej ranił mieczem.
Hajime odłożył kamień. Nadal milczał.
- To był Twój ojciec Hajime. Naoto mówił
prawdę.
Hajime siedział pełen goryczy z
zaciśniętymi pięściami, krew wrzała w jego żyłach. Nadal nie podniósł głowy.
- Ichigo zadał mu wtedy śmiertelny cios.
Od tamtej pory nikt nie odważył się założyć odzienia wroga – odparł Reji.
- To był wypadek – Reji próbował
załagodzić sytuację widząc nerwowość Hajime.
- Hajime, Ichigo nie chciał zabić Twego
ojca. Nie wiedział kogo rani. Twój ojciec nie zdążył…
- Przestań! – Krzyknął po chwili Hajime
przerywając Reji.
Hajime wstał, stał jeszcze przez chwilę
w bezruchu, po czym zerwał się i pobiegł w głąb lasu. Reji martwił się o
niego, w głębi duszy był dobrym człowiekiem. Według paktu nie powinien
był jednak rozmawiać z Hajime – pakt zakazywał rozmów klanu Mizu i Kaze. Czuł,
że popełnił błąd wyjawiając prawdę Hajime. Nie mógł jednak dłużej patrzeć jak
młodzieniec marnuje swój potencjał i słabnie z każdym dniem oddalając się od
ludzi. Początkiem negatywnej zmiany Hajime były jednak słowa Naoto. To w jego
imieniu Reji chciał wszystko naprawić. Nie wiedział jednak, że to pogorszy
sytuację. Czy jednak naprawdę pogorszyło?
Nastał wieczór, dosyć suchy i spokojny od wiatru. Hajime wrócił do swojej
wioski.
- Hajime, jak dobrze, że jesteś, tak się
o Ciebie martwię. Nie ma Cię całymi dniami – Hoshi podbiegła do syna.
Hoshi zawsze traktowała Hajime jak
rodzonego syna, kochała go bardzo mocno, tak mocno jak starszego syna Haruto.
- Niepotrzebnie, wszystko ze mną w
porządku – odparł Hajime.
- Synu, wiem, że coś się stało podczas
walk. Ichigo…
- Nie chcę o tym rozmawiać. Zostaw mnie
proszę samego – Hajime przerwał matce i oddalił się od domu. Usiadł na placu
wpatrując się w gwiazdy. Hoshi zmartwiona odeszła do domu. Ona również
cierpiała patrząc na swoją rodzinę i to jak zmieniła się w przeciągu ostatnich
tygodni.
- Hajime, Hajime! – Dobiegał głos z
daleka.
- Hajime! – Wołał mały chłopiec biegnąc
w kierunku Hajime.
Hajime uniósł głowę i przywitał się z
chłopcem.
- Jak się masz Kaito? – Zapytał.
- Hajime, już nie chcę ćwiczyć.
- Dlaczego Kaito?
- Nie podobają mi się ćwiczenia z Ichigo.
- Ichigo ćwiczy Was równie dobrze jak ja
ćwiczyłem.
- Nie prawda. Jest nudno i smutno.
- Smutno? – Zapytał Hajime.
- Tak.
Hajime pomyślał chwilę i kazał Kaito
usiąść obok niego blisko.
- Widzisz Kaito, czasem tak bywa, że
życie jest smutne. Ja obserwuję wtedy gwiazdy i podziwiam ich piękno. Każda
gwiazda coś znaczy. Są małe i większe gwiazdy, świecące mniej lub bardziej.
Każda gwiazda to życie. Czasami można zobaczyć spadającą gwiazdę. Wędruje ona
wtedy na ziemię, by spełnić nasze marzenia – kontynuował Hajime.
- Kiedy któregoś dnia będziesz tutaj
siedział i zobaczysz spadającą gwiazdę, pomyśl wtedy o mnie i wypowiedz
życzenie – Hajime uśmiechnął się do chłopca.
- A czy ta gwiazda spełnia każde
życzenia?
- Nie każde. Wiesz Kaito, z tymi
życzeniami jest tak, że trzeba w nie mocno uwierzyć, tak mocno, jakby miały się
spełnić już, zaraz, teraz. Wypowiadając życzenie przymknij oczy i wyobraź
sobie, że właśnie spełniają się Twoje słowa. Nie otwieraj oczu i przez chwilę
wyobraź sobie siebie w tym momencie – powiedział Hajime.
- Wiesz Hajime, chciałbym, żebyś Ty mnie
ćwiczył, inaczej nie chcę już ćwiczyć.
- Kaito, ćwiczyłem Cię bardzo długo.
- Ale… - Kaito posmutniał, wtem przerwał
mu znów Hajime.
- Dobrze Kaito, powiem Ichigo, że będę
Cię ćwiczył. Od jutra nie musisz już chodzić na zajęcia.
- Huraaa! – Na twarzy Kaito pojawił się
uśmiech, tak wielki, że aż Hajime zakłuło w sercu.
Hajime od dawna nic nie cieszyło, rzadko
się uśmiechał. Nie mógł zatem odmówić małemu chłopcu. Miał za dobre serce,
wszystkim chciał pomagać. Mały chłopiec przytulił się do Hajime i na pożegnanie
powiedział:
- Hajime, pamiętasz nasz uścisk dłoni?
- Tak Kaito. Wracaj już do domu. Jest
późno. Pamiętaj, że jutro Cię budzę i wyruszamy do lasu.
- Do lasu? – Zdziwił się Kaito.
- Tak, będziemy ćwiczyć w lesie.
- Super! – Kaito pobiegł radośnie do
domu.
Od tamtej pory każdego ranka Hajime i
Kaito wyruszali razem do lasu. Ćwiczyli długo i cierpliwie. Kaito był pilnym
uczniem, pomimo zmęczenia nie poddawał się i ćwiczył dalej. Hajime tym samym wypełniał
pożytecznie swój czas, sam też nie zaniedbując własnych ćwiczeń, dzięki czemu
znów stał się silny.
Któregoś dnia Ichigo zastawił Hajime drogę i nie pozwolił mu przejść.
- Chcę z Tobą porozmawiać – odparł
Ichigo.
- Ale ja nie chcę – Hajime zignorował
ojca i chciał się oddalić, kiedy Ichigo ponownie zastawił mu drogę.
- Muszę z Tobą porozmawiać – Ichigo
odparł stanowczym głosem.
- Puść mnie, chcę przejść – Hajime nie
chciał rozmawiać z Ichigo.
- Hajime, nie chciałem go zabić, nie chciałem
tego zrobić… - Ichigo miał łzy w oczach.
- Odejdź! – Krzyknął Hajime i odepchnął
ojca.
Hajime wiedział, że Ichigo nie zrobił
tego celowo, nie zabiłby swojego brata, jednak wciąż nie mógł mu spojrzeć w
oczy. Czuł żal i rozgoryczenie, nie mógł pogodzić się z myślą, że mimo wszystko
to Ichigo zabił jego ojca. Próbował, lecz ból w jego sercu był silniejszy.
Następnego dnia zamiast Kaito, Ichigo przyszedł na poranne ćwiczenia z Hajime.
- Kaito nie przyjdzie. Znów ćwiczy się z
resztą młodych wojowników – Ichigo odwrócił się i zmierzył w kierunku placu, na
którym odbywały się ćwiczenia grupowe klanu Kaze.
- Dlaczego?! Dlaczego mi to robisz?!
Dlaczego robisz to Kaito?! – Hajime poczuł ogromny gniew, wbił miecz w ziemię i
krzyknął:
- Jesteś samolubny i egoistyczny! Kaito
Ci tego nie zapomni!
Hajime cały dzień spędził poza wioską.
Znów był nieobecny. Kiedy wieczorem wrócił do wioski, Kaito czekał na niego na
środku placu, w tym samym miejscu, w którym Hajime opowiadał mu o gwiazdach.
- Kaito, co Ty tutaj robisz o tej porze?
– Zapytał Hajime.
- Czekałem na Ciebie. Wiedziałem, że
przyjdziesz. Dziś widziałem spadającą gwiazdę, powiedziałem, że znów chcę
ćwiczyć z Tobą.
- Zamknąłeś wtedy oczy?
- Tak. Wyobraziłem sobie jak znów mnie
ćwiczysz i… przyszedłeś. Czy to znaczy, że od jutra znów będziemy razem ćwiczyć
w lesie?
Hajime spuścił głowę, po czym po chwili
uniósł ją ponownie i rzekł do Kaito:
- Nie Kaito.
- Ale przecież uwierzyłem głęboko,
naprawdę – Kaito posmutniał i spojrzał litościwie na Hajime.
- Wiem Kaito. Czasem jednak nawet nasza
wiara zawodzi. Wtedy musimy być silni. Czy jesteś silny Kaito?
- Hajime… - Kaito miał łzy w oczach.
- Kaito, jak dorośniesz zrozumiesz
dlaczego nie mogę Cię teraz szkolić.
- Hajime…
- Kaito, silni chłopcy nie płaczą, bo są
silni, a Ty przecież jesteś silny – Hajime otarł oczy chłopcu.
- Udam, że nic nie widziałem dobrze? –
Hajime spojrzał na Kaito i uśmiechnął się do chłopca.
- Dobrze Hajime. Dziękuję – chłopiec
spuścił głowę.
- Pora chyba wracać do domu, co? – Odparł
Hajime i poklepał Kaito po ramieniu.
Hajime zaprowadził Kaito do jego domu.
Młodzieniec nadal nie mógł się odnaleźć w Kaze, dlatego o świcie postanowił
opuścić wioskę. Gdy wczesnym rankiem zmierzył w kierunku lasu, zauważył go
Haruto.
- Hajime, dokąd znów idziesz o tak
wczesnej porze?
- Odchodzę.
- Jak to odchodzisz? Dokąd? – Zaniepokoił
się Haruto.
- Jeszcze nie wiem.
- Ale dlaczego, bracie nie rób tego…
- Muszę Haruto.
- Zmieniłeś się, nie poznaję własnego
brata. Nie liczy się dla Ciebie Twoja rodzina?
- To bardziej Twoja rodzina niż moja.
- Hajime, co Ty mówisz? Od zawsze
traktowałem Cię jak brata, Hoshi i Ichigo również traktowali Cię jak rodzonego
syna.
- Idę. Nie szukajcie mnie.
- Hajime, zastanów się jeszcze. Nie rób
tego, proszę – Haruto nie wiedział co ma zrobić, by powstrzymać brata i odwieść
go od planu opuszczenia klanu Kaze.
- Bądźcie zdrowi, opiekuj się rodzicami
i Chieko – Hajime odwrócił się i odszedł w głąb lasu.
Tym samym Haruto zawiadomił Ichigo o
odejściu Hajime. W Ichigo wstąpiła złość, jakiej nigdy wcześniej w sobie nie
czuł.
- Niech idzie, zostawmy go. Jeszcze
tutaj wróci… - odparł Ichigo i wyszedł na plac, by przygotować się do ćwiczeń.
Hajime szedł przed siebie zdeterminowanym krokiem, co jakiś czas zatrzymywał
się. Nie wiedział dokładnie co chce osiągnąć poprzez swoje odejście z Kaze,
lecz czuł, że to w tym momencie było dla niego i Ichigo najlepszym
rozwiązaniem. Hajime zmierzał do miejsca, które nie należało ani do Kaze, ani
do Mizu, ani do Hikaru. Była to z dawien dawna opuszczona przez nieistniejący
od dziesiątek lat klan Darahati drewniana chatka na skraju jeziora. Lud klanu
Darahati wyginął jeszcze przed powstaniem klanów Kaze, Mizu i Hikaru. Gdy
Hajime był już daleko od Kaze i Mizu, postanowił odpocząć pod jednym z drzew.
Wtedy też usłyszał za krzewami szelest liści. Wstał i powoli przybliżył się w
stronę krzewów chwytając za miecz. Po chwili jednak zza krzewów wyłoniła się
twarz chłopca. To był Kaito, szedł za nim od samego początku.
- Kaito! Szedłeś za mną całą drogę?!
- Przepraszam – Kaito spuścił głowę.
- Dlaczego Kaito?
- W wiosce nikt na mnie nie zwraca
uwagi, nie potrafię nawet dobrze walczyć. Chciałem stać się silniejszy. Gdy Ty
mnie ćwiczyłeś, czułem się silniejszy. Chciałbym stać się wielkim wojownikiem,
żeby kiedyś dziadek był ze mnie dumny.
- Chodź tutaj Kaito. Pamiętaj, że nie
wolno oddalać Ci się od wioski, zwłaszcza tak daleko jak zaszedłeś w chwili
obecnej. Jesteś silny Kaito, dziadek już dziś może być z Ciebie dumny. Ja w
Twoim wieku też byłem zawsze na boku, byłem nieśmiały i dzieci nie chciały się
ze mną bawić. Wiesz co wtedy robiłem? Ćwiczyłem, by stać się silniejszym. Przez
to zawsze byłem na boku i dopiero, gdy podrosłem, stałem się odważniejszy.
Wiesz co Ty powinieneś?
- Co?
- Powinieneś już dziś nabrać więcej
śmiałości. Uwierz w siebie, a inni zwrócą na Ciebie uwagę, zobaczysz.
- Ale jak?
- Trenuj codziennie nie tylko siłę, ale
i odwagę wobec innych. Zacznij od małych kroków. Staraj się oswoić nieśmiałość,
by z czasem przekształcić ją w śmiałość. Przebywaj dużo pośród innych dzieci,
rozmawiaj z nimi, zagaduj, chwal, jeśli na to zasługują i uśmiechaj się do
innych jak najczęściej.
- Hajime, ale ja nie potrafię być taki.
- Uwierz, a staniesz się śmiały Kaito.
Chodź, zaprowadzę Cię teraz do wioski.
- Nie, proszę, nie chcę tam wracać –
Kaito błagał litościwym spojrzeniem.
- Kaito, nie możesz pójść ze mną.
- Ale dlaczego?
- Ze mną nie będziesz bezpieczny. Nigdy
nie wiadomo, kto stanie nam na drodze.
- Ale przecież Ty jesteś silny.
- Kaito, zrozum proszę. No chodź,
idziemy.
- Pozwól mi z Tobą zostać Hajime.
- Kaito, nie każ mi, żebym odniósł się
wobec Ciebie złością.
- Pozwól mi w takim razie zostać z Tobą
tą jedną noc – Kaito nie ustępował.
- Nie mogę Kaito, wszyscy już pewnie Cię
szukają – Kaito patrzył smutnym wzrokiem.
Hajime westchnął, pomyślał przez chwilę
i w ostateczności pozwolił chłopcu spędzić u jego boku tę jedną noc. Oboje byli
już przecież bardzo zmęczeni. O świcie Hajime miał zabrać chłopca do wioski.
- Hajime, poćwiczysz ze mną?
- Nie jesteś zmęczony Kaito? Przeszedłeś
za mną tyle kilometrów…
- Tylko trochę. Chcę poćwiczyć zanim
mnie odprowadzisz.
- Dobrze Kaito, pokażę Ci kilka moich
tajnych ruchów, jeśli oczywiście nikomu o nich nie powiesz.
- Obiecuję – Hajime uśmiechnął się do
chłopca i razem ćwiczyli jeszcze przez pół godziny, po czym oboje położyli się
spać.
Nazajutrz, gdy zaczęło świtać, Hajime wyruszył z Kaito w stronę Kaze. Dzień był
dość nieprzyjemny, wietrzny. Gdy tak wędrowali, w pewnym momencie na przeciw
siebie zauważyli grupę mężczyzn. To był Haruto z wojownikami klanu Kaze, którzy
szukali Kaito.
- Hajime, odszedłeś, pomimo, iż prosiłem
byś tego nie robił. Ale żeby zabierać ze sobą Kaito? Za to powinieneś być
ukarany – odparł Haruto.
- Nie zabrałem go ze sobą.
- Jeszcze zaprzeczasz?
- Nie wiedziałem, że Kaito za mną
pójdzie. Zorientowałem się dopiero, gdy było już za późno, by wracać do wioski
tego samego dnia.
- Kaito chodź, wracamy do domu – zawołał
Haruto.
Kaito pożegnał się z Hajime i zmierzył w
kierunku Haruto.
- Hajime, wrócisz prawda? – Chłopiec
zapytał smutnym tonem.
- Kaito, idź już. Pomyśl o mnie jak
zobaczysz spadającą gwiazdę – Hajime po raz ostatni uśmiechnął się do chłopca,
odwrócił się i odszedł. Zatrzymał się nad rzeką dzielącą Kaze i Mizu. Tym razem
pod wodospadem nie zastał Reji, a młodą, piękną kobietę - tą samą, którą było
mu dane spotkać na ziemiach Mizu, gdy Reji i Naoto uwiązali go w szopie. Hajime
przez dłuższą chwilę, nic nie mówiąc, ukradkiem przyglądał się dziewczynie. Gdy
Izumi zauważyła Hajime po drugiej stronie rzeki, zerwała się i chciała odejść w
kierunku swojej wioski, lecz w ten Hajime odezwał się:
- Zaczekaj, nie odchodź.
Izumi zatrzymała się i lekko odchyliła
głowę w stronę Hajime.
- Nie musisz się mnie bać. Nie jestem
taki zły, za jakiego mnie masz.
- Według paktu nie powinniśmy rozmawiać
– odparła Izumi.
- Wiem. Czym jednak jest pakt wobec
strachu, jaki w sobie poczułaś ujrzawszy mnie po drugiej stronie rzeki?
- Wcale się Ciebie nie boję.
- To dlaczego zerwałaś się na mój widok tak
nagle?
- Siedziałam nad rzeką już wystarczającą
chwilę. Czego chcesz ode mnie?
- Niczego. Może tylko tyle, żebyś mnie
wysłuchała – odparł Hajime.
- Słucham.
- Tamtej nocy, gdy przyniosłaś dzbanek z
wodą, chciałem, żebyś mnie zabiła. Mówiłem, że jeśli tego nie zrobisz, ja
zabiję Twoją rodzinę. Prawda jest taka, że nie jestem Twoim wrogiem, zgodnie z
tym, co powiedziałem wtedy na początku naszego spotkania.
Izumi słuchała dalej.
- Według mnie punkt paktu zakazujący
rozmów Mizu i Kaze jest niedorzeczny. To wcale nie jest pieczęcią pokoju
naszych klanów. Mamy granicę, jaką jest rzeka, niektórzy boją się siebie, tak
jak Ty dzisiaj, wystraszyłaś się.
- Nie prawda – broniła się Izumi.
- Nie będę negował Twoich słów, sama
wiesz, co poczułaś w swoim sercu. Możesz już iść. Chcę tylko, żebyś następnym
razem, gdy mnie spotkasz, nie bała się mnie. Nie jestem zły – Hajime spuścił
głowę.
Po chwili ciszy Izumi odparła do Hajime:
- Gdybyś był zły, nie przyniosłabym Ci
wtedy wody – Izumi odwróciła się i odeszła.
Hajime siedział jeszcze przez chwilę nad
rzeką, po czym ponownie wyruszył w stronę chatki klanu Darahati.
Gdy tak wędrował, zastanawiał się nad sensem swojego istnienia, swojej roli,
której być może jeszcze nie poznał. Wciąż pragnął spokoju, lecz jego dusza
zagubiła się. Hajime nie znał granic, z każdym pragnął żyć w zgodzie, choć
często sam był zadziorny. Miał trudny charakter, ale też bardzo wrażliwe serce.
Wędrówka na ziemie Darahati miała mu pomóc zrozumieć samego siebie i pozwolić
na ponowne, trafne działania w jego życiu. Hajime męczyły ciągłe walki i wojny.
Opuścił swoich braci nie wiedząc, czy nie będą potrzebowali jego wsparcia, gdy
nadejdą siły wroga i Ichigo znów przyjdzie stanąć twarzą w twarz z Gentarō. Był
świadomy jednak, że sama siła fizyczna nie wystarczy, gdy psychicznie jest się
słabym. Po kilku godzinnej wędrówce Hajime dotarł na miejsce. Chatka była
bardzo zapuszczona, pełna pajęczyn. Zanim Hajime uprzątnął w niej trochę,
postanowił rozejrzeć się po okolicy. Cisza i spokój, jakie odnalazł nad
jeziorem, były wszystkim, czego w tym momencie potrzebował.
No cóż, czyli jednak to był wypadek. A już miałam nadzieję na większy spisek. Hehe, nie no żartuję :P. Całkiem sympatyczny ten Kaito, za to Ichigo przedstawiłaś w bardzo złym świetle. Nie wiem czy taki był cel, ale jeśli tak, to moim zdaniem dobrze Ci to wyszło ^^. Hmm ... Hajime odchodzi z wioski ... ciekawe jak dalej potoczą się jego losy ... Ale ten Reji litościwy. Miło, że ktoś wreszcie raczył powiedzieć Hajimowi (jak to się odmienia?! xD) o tym, kto zabij jego ojca i dlaczego. Trochę nie ogarniam chyba logiki tego paktu pomiędzy Kaze a Mizu, no ale cóż. Dlaczego niby nie mogą ze sobą gadać? O_o Dziwne bynajmniej, ale mniejsza z tym ...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, willownight
Cieszą mnie takie komentarze. Dzięki nim mam pewność, że ktoś rzeczywiście czyta całą treść, za co serdecznie Ci dziękuję. Imienia Hajime ja sama nie odmieniam (nie wiem czy to błąd - postaram się to sprawdzić i oczywiście dam znać). Być może odebrałaś postać Ichigo jako złą, aczkolwiek Ichigo nie jest złym człowiekiem, o czym przekonasz się w kolejnych rozdziałach. Jeśli chodzi o pakt, no właśnie - Hajime, czyli początek... W nawiązaniu do tytułu utworu oraz przesłania książki, z czasem będzie można się przekonać o tym, iż powstanie paktu za czasów Junji i Reji nie do końca było konieczne (więcej nic nie zdradzę).
Usuń