Zapach
dymu unosił się wszędzie. W świeżo ugaszonym ognisku tliły się jeszcze
pojedyncze gałązki. Za licznymi śladami stóp kryło się niebezpieczeństwo. Niepokój
ponownie ogarnął duszę i serce Hajime. Powrót na ziemie klanu Darahati nie był
możliwy w tym wypadku. Trójka przyjaciół próbowała ustalić co wydarzyło się
podczas ich nieobecności w pobliżu ziemi wymarłego klanu. Zbyt dużo stóp wokół
ogniska, ślady skierowane w kierunku przeciwnym do ziemi klanu Darahati,
pozostawione resztki jedzenia i ciepła jeszcze woda w garnuszku – to wszystko
dawało wiele do myślenia. Czyżby przybycie Hajime, Akihito i Minoru
spłoszyło przybyszów? Odeszli? A może obserwują ich gdzieś zza drzew, krzewów?
- Hajime, kto to może być? Kim są Ci ludzie? – Martwił się Minoru.
- Nie wiem – zamyślił się Hajime.
- Myślisz, że to mój ojciec? – Kontynuował Minoru.
- Nie sądzę. Spłoszyliśmy ich. Twój ojciec nie ukrywałby się.
- Masz rację, to nie w jego stylu - skinął głową Minoru. - Kim zatem są Ci
ludzie?
Przez chwilę zapadła martwa cisza.
- To Kage… - Odparł Akihito odwróciwszy się do Minoru i Hajime.
- Kage? – Zdziwił się Hajime z zainteresowaniem spojrzawszy na Akihito.
- Dawno temu, podczas ciągłych walk klanów, gdy wymarł między innymi klan
Darahati, osieroconych zostało mnóstwo dzieci. Wtedy pojawił się pewien
człowiek o imieniu Daichi, nie związany wówczas z żadnym z klanów. Daichi
zebrał wszystkie osamotnione dzieci, otoczył je opieką i założył Kage.
- Nigdy wcześniej o nich nie słyszałem. Dlaczego jak dotąd nikt nie
wspominał o nich w rozmowach? – Zdziwił się Hajime.
- No właśnie, ja też nic o nich nie słyszałem. Nie miałem pojęcia, że poza
Kaze, Mizu i Hikaru, gdzieś na tak dobrze znanych nam przecież ziemiach, żyje
jeszcze jeden klan – dodał Minoru.
- Kage nigdy nie miało stałego miejsca osiedlenia. Była to grupa wędrowna, która
zatrzymywała się w różnych miejscach. Nikt nigdy nie znał aktualnego pobytu
Kage. Wiadomo jednak, że od samego początku Daichi szkolił sieroty w sztukach
walki, trzymając je krótko. Rygorystyczne wychowanie miało na celu zjednoczyć
sieroty w znacząco silną grupę, na której czele był ich „ojczym” Daichi. Kage
nigdy nie wchodziło z nikim w konflikty, trzymało dystans wobec klanów, które
przetrwały. Niejednokrotnie proszono Daichi o pomoc, jednak wedle swojej
głównej zasady, jaką było niewdawanie się w żadne kontakty z innymi klanami oraz
życie w odosobnieniu, Kage za każdym razem dawało negatywną odpowiedź.
- Co zatem stanowi przesłanie Kage? Po co Daichi szkoli sieroty w sztukach
walki? – Zapytał Hajime.
- Nie wiem. Na to pytanie nie jestem w stanie ci dzisiaj odpowiedzieć. Być
może po prostu Daichi chce być gotowy, gdyby kiedyś któryś z klanów skierował
swoje siły w ich kierunku - Akihito spojrzał w niebo.
- No dobrze. Wobec tego, skoro nic się nie dzieje, wracamy na ziemie klanu
Drahati, tak? – Zapytał Minoru.
- Tak – rzekł Akihito i zmierzył w kierunku swojej chatki.
Minoru ruszył tuż za nim.
- A Ty Hajime? – Minoru, odwróciwszy się, zauważył, że Hajime został w
tyle.
- Wy idźcie, ja muszę coś sprawdzić. Wrócę szybko, nie martwcie się o mnie
– odparł Hajime uśmiechnąwszy się do Minoru.
Akihito odwrócił się, spojrzał na Hajime z zaniepokojeniem, jednak
przytaknął i ruszył ponownie w stronę swojej chatki. Wyraz jego twarzy
wskazywał, iż nie powiedział towarzyszom całej prawdy.
- Hajime, wszystko w porządku? – Zapytał po chwili Minoru.
- W jak najlepszym – Hajime ponownie uśmiechnął się do przyjaciela.
- No dobrze, skoro tak mówisz… Jestem zmęczony, pójdę zatem z Akihito.
Tylko wracaj szybko – odparł Minoru i ruszył na ziemie Darahati.
Hajime
na tyle znał Akihito, iż domyślał się, że ten coś przed nimi ukrywa. Jako że
sam był dociekliwy i nie mógł znieść uczucia dręczących go myśli, postanowił
odnaleźć Daichi i przyjrzeć się bliżej wędrownej grupie. Sądził, iż skoro
garnuszek był jeszcze ciepły, a ślady świeże, odnalezienie Kage nie sprawi mu
większego problemu. Po dłuższym czasie okazało się jednak, że krąży w kółko, a
pozostawione ślady to przemyślanie zatarty trop. Hajime nie poddawał się jednak
i postanowił bardziej zagłębić się w las. Kiedy stracił zupełnie jakiekolwiek
ślady, usiadł pod jednym z drzew, żeby odpocząć. Nie potrzeba było wiele i Hajime
zasnął nie zważając na późną porę i zupełnie obce mu miejsce. Spał bardzo długo
– nic dziwnego, skoro podczas powrotu z Kaze prawie w ogóle nie odpoczywał. Gdy
tuż po przebudzeniu otworzył oczy, zerwał się szybko chcąc wstać, lecz okazało
się, że jest uwiązany do drzewa i dodatkowo ma związane nogi. Hajime
zdezorientowany próbował się uwolnić. W ten spostrzegł, iż na wprost jego osoby,
pod drugim drzewem, siedzi mężczyzna - zarośnięty, brudny, w średnim wieku, z
opaską na głowie, przyglądający mu się uważnie.
- To Ty mnie związałeś? – Zapytał ze zmarszczonym czołem Hajime.
-
Ha ha ha – śmiał się mężczyzna.
-
Dziękuję, że pozwoliłeś mi się wyspać – odparł z ironią w głosie Hajime.
Mężczyzna
nadal był rozbawiony i nic nie mówił.
-
Dlaczego się śmiejesz?
Mężczyzna
siedział i polerował miecz.
-
Bawisz się moim mieczem?! – Hajime podenerwowany uniósł głos.
Miecz
Hajime miał dla niego ogromne znaczenie. Nikt poza nim nie miał prawa go
używać.
-
Teraz to będzie mój miecz, podoba mi się – rzekł mężczyzna.
-
Rozwiąż mnie, natychmiast! – Krzyknął Hajime.
-
Źle ci? Przecież cię nie obudziłem i pozwoliłem ci się wyspać – mężczyzna nie
wyglądał na wrogo nastawionego człowieka.
-
Oddaj mi miecz – Hajime był rozdrażniony.
-
Ten miecz jest już mój. Jeśli mam cię rozwiązać, muszę mieć pewność, że mi go
nie zabierzesz – kontynuował mężczyzna.
-
To mój miecz!
-
Ha ha ha – uśmiech nie znikał z twarzy mężczyzny. - A więc będziesz tutaj
siedział uwiązany – kontynuował bawiąc się mieczem.
Hajime
spuścił głowę i zamyślił się na dłuższą chwilę. Mężczyzna wstał, odwrócił się i
zabierając miecz Hajime chciał się oddalić, kiedy ten krzyknął:
-
Zaczekaj! W porządku, oddam ci miecz, tylko mnie rozwiąż, proszę!
-
Hm, jesteś pewien, że chcesz mi oddać
tak wyjątkowo piękny miecz?
-
Tak – Hajime nadal miał zmarszczone czoło.
-
Hm, nie wierzę ci – mężczyzna oddalił się.
-
Hej! Ty! Wracaj! Wracaj tutaj! – Wołał Hajime, lecz bezskutecznie.
Hajime długo
siedział uwiązany do drzewa. Mężczyzna już się nie pojawił. Młodzieniec myślał
teraz tylko o tym, żeby jak najszybciej odzyskać swój miecz. Kage spadło na
dalszy plan. Po wielkich trudach, w końcu Hajime udało się rozwiązać sznury. Zerwał
się błyskawicznie i zmierzył w poszukiwaniu rabusia. Gdy tak wędrował, zauważył
dym palącego się ogniska. Przyspieszył kroku z nadzieją, że odzyska swój miecz.
Gdy był już w małej odległości od ogniska, spostrzegł, iż skupia ono wokół
siebie sporą liczbę osób. Młodzieniec długo się nie zastanawiał i postanowił
podejść bliżej, z nadzieją, iż wśród tych ludzi będzie również mężczyzna, który
zabrał mu miecz. Hajime szukał wzrokiem osoby z opaską na głowie, kiedy nagle
ktoś położył rękę na jego ramieniu. Hajime powoli odwrócił głowę. Na wprost niego
stał bardzo stary człowiek, o białych włosach, długiej białej brodzie,
brązowych oczach, w zielonym odzieniu. Mężczyzna odsunął swą rękę z ramienia
Hajime, wspierając się na drewnianej lasce.
-
Zapewne szukasz mnie – rzekł zmęczonym głosem mężczyzna.
-
Szukam mężczyzny, który ukradł mi miecz – odparł zdezorientowany Hajime.
-
Miecz… - Starzec odwrócił się i spojrzał w niebo.
-
Tak, okradł mnie, gdy drzemałem pod drzewem i uwiązał mi nogi oraz ręce.
-
Czy naprawdę aż tak ważny jest dla ciebie ten miecz? – Zapytał starzec.
-
Tak – odparł Hajime zdecydowanym głosem.
-
Miecz dodaje odwagi, ale czy bez niego Ty jesteś mniej odważny?
-
Nie rozumiem…
-
Miecz jest narzędziem do zabijania, ale czy zabijanie jest dobre? Miecz jest
narzędziem sztuki walki, ale czy zawsze używa się go we właściwym celu?
-
Oczywiście, że zabijanie nie jest niczym dobrym. Miecz jednak to narzędzie
służące do zabijania, bez względu na to, jakich słów użyjemy, by zmienić jego
znaczenie lub bez względu na fakt, w co będziemy chcieli uwierzyć.
-
Człowiek zabija za pomocą miecza, bo często nie widzi innego wyjścia. A
przynajmniej wydaje mu się, że inne wyjście nie istnieje – polemizował
mężczyzna.
-
Szermierka zawsze była, jest i będzie sztuką zabijania – odparł Hajime.
-
I dlatego właśnie tak ważny jest dla ciebie ten miecz?
-
Nie – Hajime pochylił głowę.
-
Cieszy mnie zatem fakt, że jest choć jeden inny powód, który przywiódł cię aż
tutaj, by go odzyskać.
Hajime
patrzył na mężczyznę dziwnym wzrokiem, trochę ignorującym słowa starca.
-
Miecz, tak jak mówisz, został stworzony do walki, ale świat, w którym staje się
on jedynie symbolem nabiera przyjemniejszego znaczenia – dodał mężczyzna.
-
To niemożliwe. Miecz zawsze będzie służył do zabijania, bez względu na to,
jakkolwiek chcielibyśmy, by było inaczej.
-
Mylisz się synu, wszystko zależy od nas, ludzi.
-
Nie da się zmienić jego znaczenia. Miecz ma zabijać, do tego został stworzony.
Miecz, który nie został skażony krwią staje się bezużyteczny.
-
Człowiek, którego miecz został skażony krwią, już zawsze będzie miał skażoną
duszę… - Starzec przerwał wypowiedź Hajime i tym samym treścią swojego
ostatniego zdania wprowadził pomiędzy obojgiem milczenie trwające przez dłuższą
chwilę.
-
Masz rację, miecz plami naszą duszę. Zabijanie nie jest czymś, co wymarzył
sobie człowiek taki jak ja w życiu. Kim jednak jestem dziś bez miecza? Kim
mógłbym być bez niego? Zostałem wychowany na wojownika, od dziecka szkolono
mnie w sztuce walki, gdzie miecz stanowi podstawę. Jak mógłbym obronić siebie,
swoich bliskich bez miecza? Bez miecza zginąłbym niejednokrotnie. Jakkolwiek
chciałbym się go wyzbyć, nie potrafię. Można być odważnym bez miecza, jednak
samą odwagą nie jestem w stanie ocalić sobie i innym życia… - Hajime bardzo
głęboko zamyślił się i posmutniał.
-
Miecz nie jest potrzebny, gdy świat opuszcza gniew, wrogość, zawiść, egoizm i
pycha…
-
Myślisz, że pokój w Japonii jest możliwy?
-
Tak.
-
Naiwność - rzekł Hajime z drwiącym uśmiechem na twarzy.
-
Wystarczy wyzbyć się pychy, zawiści i egoizmu.
-
To takie proste jak się o tym mówi, ale prawda jest taka, że często jesteśmy
zbyt łatwowierni. Słowa, pragnienia, wiara nie wystarczą. Miecz… Nawet,
gdybyśmy chcieli zmienić jego przeznaczenie, nie jesteśmy w stanie tego zrobić.
Starzec
spojrzał na Hajime, kiedy nagle ktoś zawołał go z oddali.
-
Daichi! Daichi! Od pół godziny cię szukamy! – Krzyczał młody chłopak z dość
mocno okaleczoną twarzą.
-
Daichi…? – Twarz Hajime zamarła w kilku sekundach.
-
Tak, miło mi było cię poznać. Czas już na mnie – Starzec odwrócił się i chciał
odejść, kiedy Hajime krzyknął za nim.
-
Zaczekaj!
Daichi
zatrzymał się i jeszcze raz spojrzał na Hajime.
-
To Ty jesteś ten Daichi? Z Kage? – Zapytał Hajime.
Starzec
odwrócił twarz, spuścił wzrok i po chwili zadał młodzieńcu pytanie:
-
Skąd znasz Kage?
-
Właściwie to niewiele wiem o Kage. Jestem Hajime.
Starzec
spojrzał na młodzieńca, zamyślił się i odparł po chwili:
-
Chodź ze mną.
-
Daichi! – krzyknął młody chłopak szturchając starca.
-
Ten młodzieniec wydaje się być innym niż większość, tym razem zrobimy wyjątek –
rzekł do chłopaka Daichi.
-
Dziękuję – Hajime spojrzał z uśmiechem na starca i cała trójka ruszyła w stronę
ogniska, przy którym zasiadła.
Gdy Hajime
poznał resztę klanu Kage, był przerażony. Ludzie posługujący się mieczami bez
ostrza, większość z ubytkami na ciele, bez rąk, bez nóg, niewidomi i poparzeni.
Choć Hajime był odporny na różnego rodzaju cierpienie, to tym razem widok, jaki
zastał, stał się dla niego ciosem tak mocnym, iż w jego sercu i umyśle zaczęły
powstawać zmiany. Kiedy Hajime ułożył w całość wcześniejsze słowa Akihito oraz
słowa Daichi, zaczął rozumieć postawę starca i treść, jaką chciał mu przekazać.
Choć w Kage były normalne rodziny z dziećmi, ich życie znacznie różniło się od
życia rodzin w Kaze, Mizu oraz Hikaru. Przerażający ból, jakiego zaznał Hajime
podczas zaledwie kilku dni spędzonych razem z Daichi, zmieniły jego duszę
bezpowrotnie. Starzec podarował Hajime miecz bez ostrza, który od tamtej pory
stał się dla młodzieńca najważniejszym symbolem w życiu. Przestało mieć
znaczenie czy jego dawny miecz kiedykolwiek się odnajdzie. Podczas pobytu z klanem
Kage Hajime stał się innym człowiekiem. Zrozumiał, że można walczyć i nie
zabijać, wygrywać i nie plamić miecza krwią. Nowy miecz miał być dla Hajime oczyszczeniem
skażonej przez wcześniejsze lata duszy. Hajime uświadomił sobie w końcu
również, że sam jeden nie zmieni całego świata na lepszy - jest jednak w stanie
zmienić choć niewielkie otoczenie, w którym sam przebywa na co dzień, dzięki czemu
również jego własne życie stanie się bardziej wartościowe niż było
dotychczas. Kage poprzez ciągłą wędrówkę
tworzyło życie, które pozwalało im na odrębność, dzięki której, pomimo
cierpienia, mogło odnaleźć spokój - niedostępny dla żyjących w normalnych klanach,
posiadających swe ziemie i dorobek ludzi. Życie w Kage nie należało do łatwych,
aczkolwiek punktem wyjścia zawsze był pokój, który mogły zapewnić jedynie
wędrówka i odosobnienie. Każdy członek Kage marzył, by kiedyś w końcu osiedlić
się gdzieś na stałe, jednak świadomość aktualnej sytuacji w kraju była
odpowiedzią, iż nie było to niestety możliwe. Daichi nie chciał pozwolić, by
kiedykolwiek któryś z jego ludzi musiał walczyć w obronie klanu, a tym bardziej
zginąć za swoich braci. Oczywiście starzec nie bezcelowo szkolił i nadal szkoli
swoich ludzi. Daichi był świadomy, iż w niedalekiej przyszłości może przyjść
taki moment, w którym Kage nie będzie miało wyboru. Wtedy sztuka, jakiej nauczył
swoich ludzi, nie pozwoli skrzywdzić członków Kage. Powyższa sytuacja to jednak
ostateczność, przed którą Kage stale ucieka.
Hajime -
zagubiony emocjonalnie, ale i znacznie odmieniony wewnętrznie, pożegnał się z
Daichi i wrócił do swoich przyjaciół.
-
Hajime! Gdzie Ty się znowu podziewałeś?! – Minoru wybiegł przyjacielowi na
powitanie, ten jednak spojrzał tylko na niego i usiadłszy na kamieniu
uśmiechnął się i sięgnął po kubek wody.
-
Od zmysłów tutaj odchodziliśmy. Powiedziałeś, że zaraz wrócisz, a nie było cię
kilka dobrych dni. Nie możesz po prostu mówić nam dokąd się wybierasz? –
Kontynuował Minoru.
-
Mówiłem, żebyście się o mnie nie martwili. Przecież jestem – odpowiedział
Hajime popijając wodę.
-
Zawsze to samo. Tym razem nic ci się nie stało, ale znikasz na kilka dni nie
zdradzając nam dokąd się wybierasz, mówisz, że zaraz wracasz i skąd my mamy
wiedzieć, że naprawdę nic złego cię nie spotkało? Zrozum, albo będziesz nam
mówił dokąd idziesz, albo ja będę chodził z tobą – Minoru był podenerwowany.
-
Przepraszam – Hajime spojrzał z uśmiechem na przyjaciela.
-
Przepraszam? I to ma wystarczyć? Ech…
-
I dziękuję – uśmiechnął się Hajime kierując wzrok na Minoru.
-
No dobra, tym razem ujdzie ci to jeszcze na sucho - odparł Minoru
odwzajemniając uśmiech Hajime.
-
A gdzie Akihito? – Zapytał Hajime zauważywszy, że mężczyzny nie ma w pobliżu.
-
Jak zwykle nad jeziorem. Uważam, że powinieneś do niego pójść – Minoru odparł
zmartwionym głosem.
-
Coś się stało?
-
Nie wiem. Nie rozmawia ze mną od tamtego dnia, w którym zniknąłeś. Przyszliśmy
do chatki i stał się jakby nieobecny. Codziennie godzinami przesiaduje nad
jeziorem. Wygląda na to, że coś go trapi, ale nie chce o tym mówić. Martwię się
o niego, bo źle wygląda. Tak jakby twoje zniknięcie miało z tym jakiś związek.
Możesz mi to jakoś wytłumaczyć? – Minoru miał nadzieję, że Hajime zaradzi
przygnębieniu Akihito.
-
Moje zniknięcie? Nie rozumiem – zdziwił się Hajime.
-
Tak mi się wydaje. Nie wiem, to tylko moje przypuszczenie. Miałem nadzieję, że
ty mi to wyjaśnisz – Minoru spojrzał wnikliwie na przyjaciela.
-
Nie sądzę, żeby stan Akihito miał jakikolwiek związek ze mną. Pójdę z nim
porozmawiać – Hajime podniósł się z kamienia, odwrócił się i odszedł w kierunku
jeziora.
-
Zaczekaj! Pójdę z tobą! – Krzyknął Minoru i oboje udali się na rozmowę z
Akihito.
Gdy
dotarli na miejsce, Akihito siedział nad brzegiem wpatrując się w falującą
wodę. Wyglądał marnie, jakby nic nie jadł przez ostatnie kilka dni. Twarz
rzeczywiście wskazywała na większe zmartwienie, pozbawiona była życia. Akihito
naprawdę był czymś głęboko zmartwiony. Hajime podszedł bliżej i usiadł obok
mężczyzny. Postanowił nie wypowiadać żadnego słowa przez dłuższą chwilę, by
oboje mogli troszkę ze sobą pomilczeć. Akihito zauważywszy Hajine poczuł
ogromny niepokój, nie spojrzał nawet na młodzieńca.
- Akihito, Hajime wrócił, nie cieszysz się? Co jest z Wami? – Odparł Minoru
dziwnie czując się w obecnej sytuacji.
- Przepraszam – rzekł po chwili Hajime kierując swój wzrok na Akihito.
- Musiałem tam pójść, musiałem ich odnaleźć – kontynuował Hajime.
- No właśnie, opowiadaj, widziałeś ich? Rozmawiałeś z nimi? Jacy oni są? –
Minoru podekscytowany zerwał się z kamienia.
- Są w porządku – odpowiedział Hajime.
- Ejj! Tylko tyle? – Zbulwersował się Minoru marszcząc czoło.
- Tyle – rzekł Hajime ignorując zaciekawienie przyjaciela. Młodzieniec
patrzył zaniepokojony na Akihito i zastanawiał się co się stało podczas jego
nieobecności.
- Minoru, chcę porozmawiać z Akihito. Czy możesz nas na chwilkę zostawić?
- Hajime, ale… - Zaczął Minoru. – No dobrze, jakby coś, będę w pobliżu –
rzekł po chwili i odszedł.
- Akihito, wiem już wszystko. Wszystko też zrozumiałem i nie gniewam się na
ciebie za to, że nie powiedziałeś mi wcześniej całej prawdy – rozpoczął Hajime.
Akihito z niedowierzaniem spojrzał na Hajime.
- Wracajmy do chatki, powinieneś coś zjeść – kontynuował młodzieniec.
- Naprawdę się nie gniewasz? – Zapytał po chwili Akihito mając głęboko
zdziwiony, a zarazem jakby odczuwający ulgę wyraz twarzy.
- Nie. Chodź, pomogę ci wstać – Hajime pomógł podnieść się mężczyźnie
ciesząc się, że Akihito zaczął reagować na jego osobę i powoli wraca do siebie.
Gdy oboje zmierzali w stronę chatki, widać było, że cieszą się swoim
towarzystwem.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej? Nawet nie wiesz jak się cieszę,
że spotkałem Daichi. Wszystko mi opowiedział – zaczął ponownie Hajime.
- Nie sądziłem, że tak zareagujesz – Akihito nadal miał zdziwiony wyraz
twarzy.
- Jak mógłbym zareagować inaczej. Nie rozumiem dlaczego sam mi wcześniej
nie powiedziałeś – odparł młodzieniec.
- Bałem się – Akihito spuścił głowę w dół.
- Bałeś się? Czego Akihito? – Hajime spojrzał na mężczyznę z lekkim
uśmiechem na ustach.
- Bałem się, że już nigdy cię nie zobaczę – mężczyźnie spłynęła po policzku
łza.
- Ależ Akihito, jak mogłeś tak w ogóle pomyśleć? Nigdy bym was nie
zostawił. Odkąd odszedłem z klanu, Ty i Minoru staliście się bardzo bliscy memu
sercu. Nie mógłbym tak po prostu odejść z Daichi.
- Odejść z Daichi? – Zdziwił się mężczyzna.
- Tak. Kage, ich sposób bycia, życzliwość oraz wartości bardzo mi
zaimponowały, lecz nie na tyle, by opuścić moich przyjaciół. Daichi jest
wspaniałym człowiekiem, bardzo wpłynął na moją duchowość, podarował mi nawet
miecz bez ostrza, ale to nie mogło
sprawić, bym stał się członkiem Kage i zniknął tak po prostu – odparł Hajime.
- Czy to znaczy, że Daichi nic o mnie nie wspominał? – Zapytał
zdezorientowany Akihito.
- O tobie? Nie, a dlaczego? – Zdziwił się młodzieniec.
- Tak tylko zapytałem. Kiedyś, tuż po zakończeniu wojen, gdy ty byłeś
jeszcze małym chłopcem, miałem okazję poznać Daichi. Później nigdy więcej już
go nie spotkałem…- Akihito zamyślił się głęboko.
- Teraz żałuję, że nie wspomniałem Daichi o Tobie. Być może zechciałby się
z tobą spotkać. Tyle lat… Przepraszam Akihito. Obiecuję, że jeśli kiedyś
ponownie będę miał okazję spotkać Daichi, opowiem mu o tobie i postaram się go
przyprowadzić do twojej chatki – rzekł Hajime.
- Dziękuję, ale nie trzeba. Aż tak mi nie zależy na tym spotkaniu – odparł
Akihito i ponownie stał się nieobecny. Oboje do chatki doszli w milczeniu.
Akihito zrozumiał, że nie chodziło im o tę samą prawdę. Hajime miał na myśli
zupełnie coś innego niż Akihito. Akihito nadal zatem bał się chwili, w której
prawda o jego opuszczonym przed laty dziecku wyjdzie na jaw.
- Jesteście! Jak dobrze! Pomyślałem, że zamiast czekać na was w lesie,
wrócę do chatki i zrobię coś dobrego do zjedzenia. Siadajcie – Minoru był
zadowolony, że znów cała trójka jest razem. Zauważył jednak, że Akihito nadal
jest nieobecny. – Hajime, chodź na chwilę, musisz mi pomóc – kontynuował.
- Już idę – odparł Hajime.
Gdy oddalili się od Akihito, zasmucony Minoru rozpoczął:
- Rozmawiałeś z Akihito? Mówił coś? Bo widzę, że nadal jest nieobecny.
- Rozmawiałem. Przez chwilę wydawało mi się, że wrócił do siebie, ale
później spostrzegłem, że jednak nie. Nie wiem co w nim siedzi. Wydaje mi się,
że to ma jakiś związek z Daichi – odparł Hajime.
- Z Daichi? Co Akihito może mieć wspólnego z Daichi? – Zapytał z
zainteresowaniem Minoru.
- Nie wiem. Akihito chciał wiedzieć czy Daichi wspominał o nim. Podobno się
znają, ale od czasu wielkich wojen nie widzieli się już później.
- Hm, dziwne. Może powinniśmy z nim porozmawiać na ten temat?
- Nie sądzę, żeby chciał rozmawiać. Akihito nie był nawet zainteresowany
spotkaniem z Daichi.
- Może wydarzyło się pomiędzy nimi coś złego? Może nie są wobec siebie
przychylnie nastawieni?
- Powiedziałem, że znam prawdę. Akihito był zdziwiony, że się na niego nie
gniewam. Mówił, że bał się wyznać mi prawdę. Sądził, że już więcej mnie nie
zobaczy. Naprawdę, gdy tak teraz o tym myślę, nie wiem co Akihito mógł mieć na
myśli – Hajime usiadł na kamieniu, podparł brodę na dłoniach i patrzył w martwy
punkt tak długo, aż wystraszyło go szturchnięcie Minoru.
- Ej, chodźmy coś zjeść zanim jest ciepłe. Później dokończymy rozmowę –
Minoru domyślał się jaką prawdę miał na myśli Akihito.
- W zasadzie to chyba nie jestem głodny – odparł Hajime.
- Hajime! Nie rób mi tego, tak się starałem. Wiesz, że w przyrządzaniu
potraw jest mi ciężko, nawet sobie sprawy nie zdajesz ile wysiłku mnie to
kosztowało – Minoru było przykro.
- No dobrze, przepraszam. Zjem troszeczkę – Hajime uśmiechnął się i razem z
Minoru oraz Akihito wspólnie zjedli posiłek.
Gdy Hajime i Akihito zasnęli, tym razem Minoru pogrążył się w zamyśleniu.
Zastanawiał się nad słowami przyjaciela i starał się je jakoś sensownie
poukładać. Wiele niejasności krążyło po jego głowie. Co miał na myśli Akihito?
Jaki związek ma Hajime z Daichi? O jaką prawdę chodziło w ich rozmowie? Czy
poza prawdą o ojcu Hajime jest jeszcze coś ważnego? A może Daichi zna historię
Akihito i tego obawiał się mężczyzna? To wszystko tak zaprzątało jego myśli, że
zasnął dopiero nad ranem.
- Minoru, wstawaj! – Szturchał przyjaciela Hajime. – Już prawie południe,
no wstawaj! – Kontynuował.
Minoru tylko pomarudził i spał dalej.
- Jak chcesz. Żebyś tylko później nie narzekał, że cię nie obudziłem –
Hajime zostawił przyjaciela. Myślał o wczorajszym dniu, rozmowach z Akihito i
Minoru.
Tymczasem
Akihito od wczesnych godzin rannych przesiadywał nad jeziorem. Niebo tego dnia
było niezwykle czyste, woda lekko dryfowała. Mężczyzna czuł, że prędzej czy
później Hajime dowie się, że jego ojciec nie zginął z rąk Ichigo podczas wojny.
Strach w jego sercu był tym większy, im dłużej przebywał z Hajime. Akihito nie
wyobrażał sobie ponownej utraty kontaktu ze swoim synem. Dręczyła go
świadomość, iż Hajime może go znienawidzić, gdy dowie się prawdy o swoim ojcu. Mętlik
myśli krążył po głowie mężczyzny. Akihito nie wiedział co powinien zrobić.
Zastanawiał się, która droga byłaby właściwsza, powiedzenie synowi prawdy
wcześniej, czy może czekanie, aż życie samo zdradzi historię sprzed wielu laty.
Jedno jest pewne, węzeł zaciśnięty w przeszłości, zawsze zostaje rozwiązany w
przyszłości, a skutki są mniej lub bardziej „krzykliwe” dla serca i duszy
właściciela sznurka. Węzeł może być mały, duży bądź skupiający na sobie inne
węzły. Rzecz w tym, jaki był powód powstania węzła i czy naprawdę był on
nieunikniony. Czarne chmury zbierają się nad nami zawsze w najmniej oczekiwanym
momencie. Akihito wiedział, że burza jest już coraz bliżej. Rozmyślania
mężczyzny przerwał Minoru.
- Akihito, chciałbym z tobą szczerze porozmawiać. Całą noc rozmyślałem nad
ostatnimi wydarzeniami. Proszę, porozmawiaj ze mną.
- Nie wiem o czym mówisz – wydusił z siebie niechętnie Akihito.
- Myślę, że wiesz. Spokojnie, możesz mi zaufać – Minoru starał się
delikatnie podejść do tej rozmowy.
- Nadal nie wiem o czym mówisz – odburknął mężczyzna.
- Akihito, Hajime to twój syn, oboje o tym wiemy – Minoru nie mógł
wytrzymać dręczących go myśli.
- Nie chcę o tym rozmawiać – odpowiedział zniechęcony mężczyzna.
- Akihito! – Krzyknął podenerwowany Minoru. – Przecież widzę jak się oboje
męczycie!
- Minoru, idę do chatki, głodny jestem – odparł Akihito.
- Zaczekaj. Daj mi dokończyć – Minoru nie pozwolił odejść przyjacielowi.
Akihito spuścił głowę, czuł wewnętrzne rozdarcie.
- Dobrze, zatem mów – odparł mężczyzna zrezygnowanym głosem.
- Zarówno ty, jak i Hajime pochodzicie z klanu Kaze, to też już na samym
początku naszej znajomości wyszło na jaw. Walczycie w ten sam sposób, wasze
techniki niczym się nie różnią. Hajime od razu poznał twój styl, kiedy
ćwiczyliście, bo to również jego styl walki. Wiek - Hajime ma dziś dokładnie
tyle samo lat ile powinien mieć obecnie twój syn. Mało tego, ojciec Hajime
został zabity rzekomo w tym samym czasie, w którym ty opuściłeś swojego syna.
Czy nadal twierdzisz, że Hajime się nie domyśla?
- Jeśli się domyśla, trudno. Będę musiał sam zebrać owoce swoich plonów –
odpowiedział Akihito.
- Akihito, na Boga! – Krzyknął Minoru okazując swoje rozczarowanie. – Jak
możesz brnąć dalej w to zakłamanie?!
- Nie chciałem, aby tak wyszło. Teraz nie mam wyjścia – widać, iż mężczyzna
był w rozsypce.
- Akihito, chcę wam pomóc, a nie zaszkodzić, rozumiesz? Jesteście moimi
przyjaciółmi i nie mogę dłużej patrzeć jak się oboje męczycie w swoim
towarzystwie. Myślisz, że jak Hajime sam się domyśli lub dowie się od osób
trzecich, będzie ci wdzięczny za to, że nie powiedziałeś mu pierwszy? –
Kontynuował Minoru.
Akihito milczał. Po chwili jednak po policzku spłynęła mu łza.
- Akihito, Hajime jest twoim synem, którego przed laty opuściłeś. Walcz o
niego i nie pozwól, by kiedykolwiek cię znienawidził – Minoru przytulił
Akihito. W jego oczach również pojawiły się łzy.
Emocje, jakie zawładnęły duszami obojga były nie do opisania. Po chwili
milczenia Akihito rzekł do Minoru smutnym, zrozpaczonym głosem:
- Kocham Haji i dlatego milczę.
- Milczenie nie jest dobre Akihito.
- Wiem, ale nie chcę go ponownie stracić.
- Stracisz, jeśli dowie się od kogoś innego.
- Od kogo mógłby się dowiedzieć?
- A Daichi? – Minoru zapytał spoglądając wnikliwie na Akihito.
Akihito milczał.
- Myślę, że jesteś mi winien wyjaśnienia. Kiedy Hajime zniknął, Ty całymi
dniami przesiadywałeś nad jeziorem. Stałeś się niedostępny i nieobecny.
Martwiłem się o ciebie, nie rozumiałem co się dzieje, nie wiedziałem jak ci
pomóc. Hajime powiedział mi o waszej rozmowie. Bałeś się, że odejdzie?
- Nie chcę cię okłamywać. I tak wiesz już zbyt dużo, aniżeli powinieneś.
- Zatem?
- Znam Daichi bardzo dobrze. Nie mieliśmy jednak kontaktu przez wiele lat.
Daichi wie o mnie wszystko, wtedy był moim najlepszym przyjacielem. Obawiałem
się, że spotkanie z Hajime może mieć nieoczekiwany przeze mnie efekt. Myślałem,
że Daichi powie Hajime, kto jest jego ojcem. Bałem się, tak bardzo się bałem.
- Już dobrze Akihito. Uspokój się. Najwyraźniej Daichi niczego mu nie
powiedział. Może nawet nie skojarzył twojego syna. Nadal masz więc szansę
wyjawić Hajime prawdę jako pierwszy.
- Myślisz, że zrozumie?
- Myślę, że nie będzie mu łatwo. Nie wiem jak zareaguje, ale na pewno
będzie potrzebował czasu na przemyślenia. Hajime często bywa porywczy,
niejednokrotnie nie panuje nad swoimi emocjami, ale w głębi duszy to bardzo
dobry i wyrozumiały człowiek.
- Moje serce pęknie, jeśli ponownie mnie opuści. A jeśli nienawiść wypełni
jego duszę, nie będę chciał, by moje serce dłużej biło.
- Akihito! Nie mów tak! Ja wierzę, że wszystko potoczy się właściwym torem.
Masz we mnie swoje wsparcie, nie zostawię was samym sobie.
- Dziękuję Minoru – Akihito był tak głęboko rozgoryczony, że nie panował
nad sobą.
Minoru
nie naciskał zatem więcej na Akihito, nie nalegał z wyjawieniem prawdy synowi.
Wiedział bowiem, że do tego również trzeba się przygotować, bo nie jest to
łatwa sytuacja. Oboje postanowili stopniowo przygotowywać Hajime do tej
rozmowy. Mężczyzna mając tak ogromne wsparcie ze strony Minoru, czuł się
zdecydowanie lepiej. Miał przy sobie osobę, której mógł się wyżalić, doradzić,
która zawsze była gotowa, by go wysłuchać, której w stu procentach mógł zaufać
- miał po prostu obok siebie prawdziwego przyjaciela. Czy zatem ta przyjaźń
przetrwa? Jakie będą skutki planów wobec Hajime? Czy Hajime dowie się prawdy z ust
swojego prawdziwego ojca, czy może sam, wcześniej, odkryje prawdę?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za poświęcony czas oraz każdą cenną uwagę :)
Pozdrawiam cieplutko :)
Iza