piątek, 11 października 2013

Rozdział I


              Minęło 15 lat ciągłych walk. Tak cicho w Japonii nie było od bardzo dawna. W dolinie słychać dźwięk wpadającej do rzeki wody z wodospadu, w lasach delikatny szelest liści, w górach nadzwyczaj również rozpościera się cisza. Czyżby nastały czasy pokoju?
           Lud Kaze wstaje zazwyczaj bardzo wcześnie. Z samego rana część mężczyzn wybiera się na wędrówkę w celu upolowania pożywienia dla mieszkańców wioski, druga część każdego dnia trenuje się do walki, szkoli i udoskonala swoje umiejętności, by w razie wojny stanąć w obronie całego ludu Kaze i jego władcy. Kobiety zazwyczaj zajmują się dziećmi, dbają o dom i modlą się o każdy kolejny przeżyty dzień dla siebie i swojej rodziny. Hajime ma już 21 lat, stał się wielkim wojownikiem, szkoli młodych wojowników w wiosce i pomaga rodzicom. Jego brat Haruto ma 24 lata, ożenił się z Chieko, bardzo wrażliwą, pełną ciepła kobietą. Haruto poszedł w przeciwną stronę niż jego brat, stał się łowcą i dba o pożywienie w wiosce.
               Jest wiosna, trawa się zieleni, wspaniały dzień do świętowania i zabawy. Ichigo zauważa jednak, że Junji źle się czuje. Zdaje sobie sprawę z sytuacji, że Junji kiedyś odejdzie i to on przejmie władzę i opiekę nad wioską oraz klanem Kaze.
- Jak się czujesz Ojcze? – Spytał Ichigo.
- Bardzo dobrze Synu – odparł Junji.
- Ojcze, przecież widzę. Nie jesteś dziś sobą.
- Przed Tobą Ichigo niczego nie ukryję.
- A jednak. Co się dzieje? Co Ci dolega?
- Od kilku dni źle się czuje. Nie martw się, to tylko zwykłe osłabienie.
- Ojcze, masz słabe serce. Coś Cię martwi?
- Tak, martwi - odparł Junji.
- Podejrzewam, że zastanawiasz się nad tym, co ja Ojcze.
- Od kilku tygodni martwi mnie cisza i spokój Synu. Wszystko jest takie piękne w koło, nawet niebo jest jasne, słońce świeci, w wiosce pojawił się uśmiech i widzę, że ludzie zapominają powoli o zagrożeniu, jakie czyha nad nimi każdego wschodzącego dnia, każdej pojawiającej się nocy.
- Mnie również niepokoi ta cisza Ojcze. Nie wiem dlaczego, jak długo… - uniósł głowę i spojrzał w góry Ichigo.
- No właśnie, Gentarō  nigdy nie odpuszcza…
Przez chwilę zamarła grobowa cisza, jakby za chwilę miał się zebrać ogromny wiatr i zniszczyć cały ten spokój.
- Dlaczego siedzicie tutaj tak samotnie, w milczeniu? Chodźcie do nas, będziemy się dzisiaj bawić całą noc. Hoshi i Chieko przygotowały tyle pyszności na wieczór – odparł Hajime.
Po chwili Hajime jednak zwątpił w to, co powiedział, gdy jeszcze raz przyjrzał się twarzom ojca i dziadka.
- O co chodzi tym razem? – Zapytał Hajime.
Ichigo i Junji spojrzeli na siebie i spuścili głowy. Udając, że nic się nie dzieje, zaczęli ciąć drewno na wieczorne ognisko.
- Chodzi o ten spokój? Też Was martwi? A może po prostu Gentarō odpuścił? Bo jeśli nie…
- Hajime, zabierzesz Tetsuya’ę i pójdźcie w głąb lasu, później przyjrzyjcie się górom i wróćcie – przerwał Ichigo.
- Dobrze Ojcze, a czy mogę pójść sam?
- Nie – odparł Ichigo.
- Ale…
- Sam nie poradzisz sobie, gdy wróg zaatakuje.
- Ależ ojcze…
- Bez gadania. Wyruszajcie z Tetsuya’ą za 10 min. Jeśli nie wrócicie za dwie godziny, zabiorę wojowników i wyruszę za Wami.
Ichigo, choć nie okazywał strachu, w głębi duszy bał się – nie tylko o syna, ale i o całą wioskę. Tymczasem Hajime wołał Tetsuya’ę.
- Tetsuya! Tetsuya! – Tetsuya nie odpowiadał.
- Tetsuya! Tetsyua! – Wołał donośniej Hajime.
- Tetsuya poszedł w głąb lasu po więcej drewna. Zaraz wróci – odparła po chwili Chieko uśmiechając się do Hajime.
- Do lasu? Sam? – Zaniepokoił się Hajime, szybko zabrał miecz i pobiegł do lasu.
- Haruto, co się dzieje? – Zapytała męża Chieko.
- A co ma się dziać Kochanie? – Haruto przytulił żonę i dalej szykował miejsce pod ognisko.
Chieko jednak czuła się niespokojnie. Po chwili w wiosce zabrzmiała muzyka, dzieci tańczyły, w koło zrobiło się sielsko. Chieko wypatrywała ze zniecierpliwieniem Tetsuya’i, ale Tetsuya nie wracał już od pół godziny. Hajime również przepadł bez śladu.
- Hoshi, Tetsuya poszedł po drewno i do tej pory nie wrócił, martwię się – odparła Chieko.
Haruto również zaczął się martwić, dlaczego tak długo nie ma Tetsuya’i skoro poszedł tylko po drewno do ogniska.
- To rzeczywiście dziwne, że nie ma go tak długo. A gdzie Hajime? – Spytała Hoshi.
- Hajime pobiegł szukać Tetsuya’i – odparła Chieko.
- Hajime i Tetsuya poszli w głąb lasu, a później przyjrzeć się górom. Ja pójdę po drewno – odparł Ichigo.
- Górom? Jak to, po co? – Zaniepokoiła się mocno Hoshi.
- Górom… - posmutniała Chieko i pobiegła do swojej sypialni. Z jej oczu popłynęły łzy. Dziewczyna wierzyła, że nastał kres wojnom, że teraz w wiosce zapanuje spokój na dłużej, że wspólnie z Haruto będą mogli wieść szczęśliwe życie. Po wielkiej rozpaczy bardzo źle się poczuła, zwymiotowała.
- Chieko, co Ci jest?! Co się dzieje?! – Krzyczał przerażony Haruto widząc żonę w takim stanie.
- Chieko! – Lecz Chieko nic nie chciała powiedzieć. Była bardzo słaba i blada. Zasnęła. Haruto został przy niej.
- Ichigo, dlaczego oni tam poszli? Dlaczego sami? Przecież to niebezpieczne! – Zmartwiona i zdenerwowana Hoshi krzyczała i chciała usłyszeć jakieś wyjaśnienia od męża.
- Hajime sobie poradzi. Poza tym Tetsuya jest z nim, we dwójkę zdołają uciec. Jeśli nie wrócą do dwóch godzin, wyruszam z ludźmi w ich kierunku. Ta cisza… Jest niepokojąca, nie sądzisz? – Wytłumaczył żonie Ichigo.
W wiosce ludzie bawili się dalej. Tylko wtajemniczeni wiedzieli o ewentualnej gotowości. Junji nie chciał przerywać zabawy i radości, jaka zapanowała ponownie w wiosce, a więc zakazał przerywać zabawę.
- Ichigo, przygotuj wszystko dla wojowników i ukryj w szopie. Gdy przyjdzie czas, przerwiemy zabawę, kobiety i dzieci pójdą do bunkra, a wojownicy i łowcy wyruszą do ataku.
Junji wiedział jak się zachować. Chciał dać ludowi trochę więcej czasu sielanki. Był pewien, że kolejny taki dzień prędko nie nastąpi. Ichigo zebrał broń i złożył wszystkie niezbędne rzeczy w szopie zgodnie z tym, co kazał mu ojciec. Junji w tym czasie przygotował się do wyjścia i czekał w swoim domu.
- Ojcze, Ty nigdzie nie pójdziesz. Zabraniam Ci w tym stanie! – Ichigo chciał, by władca wioski schronił się wraz z dziećmi i kobietami w bunkrze.
- Władca musi iść na wojnę, nie ważne w jakim jest stanie. Władca musi bronić swojego ludu wszystkimi siłami i ostatnimi siłami. Władca jest odpowiedzialny za swój lud całym swoim życiem Synu.
Ichigo przytulił Ojca, poklepał go po ramieniu i powiedział:
- Dobrze. W takim razie już czas Ojcze. Minęły dwie godziny, Hajime i Tetsuya nie wrócili. Trzeba przerwać sielankę i uświadomić ludzi co ich czeka - Ichigo zerwał się w kierunku ludu.
- Ludzie… - zaczął Ichigo przerywając muzykę. Po chwili jednak zobaczył za drzewem głowy swojego syna i jego przyjaciela.
- Ludzie, cieszę się, że nadszedł taki piękny dzień jak dzisiejszy. Bawcie się dobrze! – Ichigo zakończył przemówienie i ruszył  w kierunku Hajime i Tetsuya’i.
- Nareszcie! Już mieliśmy wyruszać w Waszą stronę!
- Dobrze, że się przygotowaliście Ojcze. Gentarō wszędzie zastawił pułapki. Podejrzewam, że zaatakuje lada chwila, być może o poranku. Powoli schodzą w dół. Wszędzie pełno jest wojsk klanu Hitaro. Nie wiem jaki mają plan, ale jedno jest pewne, trzeba się przygotować, zebrać resztki pożywienia i ukryć w bunkrze, przynieść wody z rzeki na tyle, by dzieci i kobiety przeżyły zamknięte przez kilka dni. Później i tak ich znajdą, jeśli zawiedzie nasza intuicja, a jeśli nie zawiedzie, będą mogli wyjść z ukrycia.
- Czyli Junji się nie mylił - Ichigo posmutniał - W takim razie nie ma na co czekać. Przerwij zabawę i zbierz łowców, każ im zebrać pożywienie.
- Dobrze Ojcze – odparł Hajime.
- Tetsuya, zajmij się kobietami i dziećmi, niech powoli szykują się w drogę do bunkra.
- Dobrze. Już biegnę ich powiadomić.
Ichigo cały czas myślał o Ojcu. Był świadomy tego, że jeśli Junji umrze, to pakt z klanem Mizu również może stracić ważność i jeśli Mizu zadecydują o jego ustaniu, wioskę czekają jeszcze większe przeszkody – poleje się krew.
            Tymczasem Chieko nadal źle się czuła. Haruto bardzo martwił się o żonę, nie wiedział jak jej pomóc, nie wiedział, co się dzieje.
- Haruto, mogę porozmawiać z Chieko? – Hoshi podeszła do Chieko. Domyślała się, co się dzieje.
- Tak mamo, zostawiam Was same. Bardzo Cię kocham Chieko – odparł Haruto i opuścił sypialnię.
- Hoshi…
- Już dobrze Chieko. Wiem co Ci jest, dlaczego wymiotujesz. Jesteś w ciąży prawda?
- Tak Hoshi, bardzo się boję, naprawdę bardzo się boję.
- Spokojnie Chieko, damy sobie radę, bez względu na wszystko.
- Tak bardzo chciałam, żeby moje dziecko nie doświadczyło wojny. A co, jeśli nie uda mi się donosić ciąży?
- Nawet tak nie myśl Chieko. W bunkrze nikt nas nie znajdzie, tam będziemy miały wszystkie potrzebne rzeczy. A potem…
- Potem wojny ustaną? – Chieko litościwym spojrzeniem spytała Hoshi, choć dobrze zdawała sobie sprawę z  powagi sytuacji.
- Chieko, nie wiem czy Haruto powinien się teraz dowiedzieć o dziecku. Musi się skupić na walce, to zbyt duże emocje.
- Nie powiem mu. Dochowam tajemnicy, a kiedy będzie odpowiedni moment sam się zorientuje.
- Powiesz mu po bitwach. Teraz musi walczyć, za klan, za wioskę, za nas i dla naszej przyszłości.
- Dobrze Hoshi – Chieko spuściła smutno głowę. Nie tak wyobrażała sobie to wszystko.
- Mamo, Chieko, musimy iść – Haruto wpadł w pośpiechu, wziął żonę na ręce i zmierzając z resztą w kierunku bunkra cały czas powtarzał jak bardzo ją kocha i jak ważną osobą jest w jego życiu. Chieko po policzku spłynęły łzy, mocno przytuliła się do męża i powiedziała:
- Haruto, przyrzeknij mi, że mnie nie zostawisz, przyrzeknij proszę.
- Chieko, obiecuję, że zrobię wszystko, by przeżyć, a kiedy wrócę przytulę Cię mocno w swoje ramiona i już nigdy nie puszczę – Haruto również popłynęła łza w prawym oku. Ostatni raz przytulił żonę i odszedł w kierunku szopy.
              Junji zebrał wojowników przed szopą i dał im dość długi wykład odnośnie walk, honoru, imienia klanu Kaze. Na koniec dodał:
- Pamiętajcie, na wojnie nie ma miejsca na uczucia. Nie ma miejsca na uczucia… - i odszedł do swojego pokoju. Długo rozmyślał w samotności.
- Ojcze, czy mogę Cię o coś zapytać? – Ichigo przyszedł do Ojca.
- Tak Synu?
- Skąd w Tobie tyle siły i odwagi Ojcze?
- Ichigo, Ty też masz w sobie tą siłę. Musisz tylko to sobie uświadomić. My z klanu Kaze jesteśmy bardzo silni, nie tylko walcząc, jesteśmy silni wewnętrznie. Pamiętam jak mój świętej pamięci ojciec, a Twój dziadek powiedział mi kiedyś, że Kaze znaczy wiatr, a wiatr ciężko jest zatrzymać, gdy się wzburzy, z wiatru powstaje wichura, tworzą się trąby powietrzne, które są tak silne, że ludzka dłoń nie jest w stanie ich powstrzymać. Taki właśnie jest Kaze, nasz klan. Ani mnie, ani Ciebie, ani żadnego naszego wojownika nie da się pokonać, jeśli uświadomimy sobie swoją siłę. Czy teraz jesteś równie silny jak ja Synu?
- Tak Ojcze, dziękuję.
- Przekaż to swoim przyszłym wojownikom. Ja być może nie będę miał już okazji…
- Ojcze… Ojcze! – Krzyczał Ichigo.
Junji zmarł tej samej nocy, której szykował swój lud do obrony przed Gentarō. Wtedy też Ichigo objął władzę nad Kaze. Pod swoje ramię wziął swojego młodszego syna, Hajime. Próbowano zataić śmierć Junji, by klan Mizu nie dołączył się do walk z Hikaru. O poranku, tak jak przypuszczał Hajime, wrogie wojska najechały klan Kaze. Ichigo zdążył jeszcze raz przemówić do wojowników, przekazał im słowa ojca o sile, jaką w sobie kryją i jej uświadomieniu, przypomniał również, że w walce nie ma miejsca na uczucia. Gentarō był bardzo dobrze przygotowany, miał liczną armię, która w pewnym stopniu zaskoczyła wojowników Ichigo. Ci jednak pomimo swej mniejszości dzielnie walczyli o swój honor, imię, o Kaze…
- Ojcze, musimy rozdzielić siły. Weź część ludzi i zajdź ich od tyłu, ja wyjdę im naprzeciw. W ten sposób Gentarō wpadnie w pułapkę i uda nam się wygrać walkę – odparł Hajime.
- Wciąż jest nas za mało Synu – Ichigo stracił wiarę w swoje siły. Czuł ból w sercu, osamotnienie, pustkę. Zawsze stał u boku Junji, teraz to Hajime stoi u jego boku. Junji był jednak jego podporą, tym razem było odwrotnie, Ichigo czuł złość, która rozpraszała jego myśli. Dobrze, że był przy nim Hajime.
- Ojcze, jesteśmy Kaze, jesteśmy silni, pamiętaj! Teraz trwa wojna, w niej nie ma miejsca na uczucia, dziadek jest z nami.
Hajime sprawił, że Ichigo ponownie uwierzył w swój lud i zgodnie z propozycją Hajime zabrał część wojowników i zaszedł od tyłu wojska klanu Hikaru. Tymczasem Hajime wyszedł Gentarō naprzeciw i uderzył do ataku. Walki trwały kilkanaście godzin. Następnie oba klany wycofały się do swoich wiosek. Zginęło wielu ludzi, zarówno z Hikaru, jak i Kaze. To nie był jednak koniec walk. Gentarō nie był usatysfakcjonowany. Zastanawiał się gdzie podziały się wszystkie kobiety i dzieci z klanu Kaze.
- To niedorzeczne! – Stwierdził.
- Nie będę walczył z wojownikami, jeśli nie mogę zadać im największego bólu, bólu spowodowanego utratą najbliższych. Chcę wiedzieć gdzie oni są! Natychmiast ich znaleźć!
Gentarō był złym człowiekiem, na takiego wychował również swojego starszego syna Tomio. Tomio był bardzo silnym wojownikiem, jeszcze nikomu nie udało się zadać mu krwawego ciosu. Tomio na rozkaz ojca zebrał ludzi i wyruszył w poszukiwaniu kryjówki ludu Kaze. Hikaru przekazało również pismo Kaze odnośnie zaprzestania walk. Pismo było jednak zmyłką dla Ichigo. Tomio wraz ze swoją armią postanowił śledzić klan Kaze. W ten sposób miał odkryć tajemne miejsce ich kryjówki. Hajime jednak nie dawało to spokoju.
- Ojcze, coś mi tutaj nie pasuje, nie układa się w całość. Po co atakowali, skoro tak szybko wycofali się z walk? Wydaje mi się, że szykują na nas jakąś zasadzkę. Gentarō tak nie postępuje, nigdy. Nie wracałbym do wioski. Wojna dopiero się zacznie – Hajime próbował odwrócić ludzi.
- Synu, Hikaru są już daleko w górach, do ponownego ataku mamy jeszcze trochę czasu – Ichigo dał się zwieść Tomio.
- Ojcze znów się poddałeś? Przecież to Gentarō! Nie pozwolę, by odkryli bunkier!
Hajime zarządził zebranie. Wbrew ojcu postanowił nakłonić lud, by nie wracał do domu i nie wskazywał wrogowi miejsca bunkra - miejsca, w którym jak dotąd bezpieczne były ich kobiety i dzieci, miejsca, dzięki któremu klan Kaze nigdy nie wyginie. Ichigo początkowo był zły na swojego syna, lecz później zrozumiał jak wiele ryzykuje nie mając tak naprawdę pewności co do intencji Gentarō. Ostatecznie Ichigo wraz z wojownikami wyruszył w przeciwną stronę niż bunkier i zatrzymał się tuż przy dolinie nad rzeką. Po drugiej stronie zamieszkiwał klan Mizu. Pod wodospadem często przesiadywał Reji, przywódca klanu Mizu. Kiedy klan Kaze osiedlił się nad rzeką, Reji szybko spostrzegł, że nie ma z nimi Junji. Kazał wówczas swoim ludziom prześledzić, co stało się z przywódcą Kaze. Od tamtej pory Reji unikał przesiadywania przy wodospadzie, był ostrożny. Tymczasem Tomio był niepocieszony, wiedział, że Ichigo go zwodzi, że jego podstęp się nie udał. Tomio nie chciał wracać do ojca bez dobrych wieści, dlatego postanowił sam wszcząć walkę z Ichigo. Reji odkrył prawdę o śmierci Junji i był zły, że Ichigo to przed nim zataił. Wzburzony gniewem, że Ichigo przywiódł dodatkowo swoich wojowników i armię Tomio tuż pod ich tereny, poczuł zagrożenie i również postanowił zebrać siły i uderzyć do walki z Ichigo. Reji jednak chciał zaczekać, aż wojska Tomio się wycofają.
            O poranku Tomio ze swoją armią zaskoczył klan Kaze raniąc śmiertelnie ponad połowę jego wojowników, po czym opuścił miejsce zdarzenia. Ichigo nie mógł uwierzyć w tak krwawy atak na jego ludzi. Rzeka przyniosła im pecha. Hajime również był przerażony. Pośród rannych i zabitych szukał swojego brata i przyjaciela.
- Haruto! Tetsuya! – Krzyczał Hajime.
- Haruto! Tetsuya! – Nikt się nie odzywał.
Po chwili jednak zauważył leżącego pod zwaloną z drzewa gałęzią brata.
- Haruto! – Krzyczał.
Hajime szybko odepchnął gałąź i zaczął trząść nieprzytomnym bratem.
- Haruto! Haruto!
Haruto żył. Stracił tylko przytomność i miał potłuczoną nogę.
- Haruto, tak się cieszę! Myślałem, że… że nie żyjesz.. Tak się cieszę…
- Ja też się cieszę bracie, że żyjesz – odparł Haruto i uśmiechnął się.
Tetsuya również był ranny, ale nie było to wielkie draśnięcie. Dziwnym trafem Tomio nie miał w planach zamachu na Ichigo, ostrzegł go tylko dając namiastkę swojej siły i możliwości. Myślał, że tym razem Ichigo poprowadzi swoich ludzi do domu. Zanim jednak Ichigo zrobił cokolwiek, uczcił z wojownikami śmierć swoich braci, po czym długo rozmyślał w samotności. Hajime udał się wówczas w głąb lasu - szukał sposobu by pomścić bliskich, zwłaszcza rodziców, których twarze ledwo pamiętał. Przyglądał się każdemu drzewu, każdej gałęzi, nasłuchiwał szelestu liści i traw. Nagle zatrzymał się. Usłyszał coś niepokojącego tuż za swoimi plecami. Nie odwracał się.
- No proszę, Hajime sam błąka się po lesie w tak gorącym okresie.
- Reji…
- Tak, to ja.
- Po co mnie śledzisz? Czego ode mnie chcesz?
- Czyż nie jest prawdą, że Junji umarł?
- Junji żyje, zmęczyła go tylko choroba i został w wiosce.
- Kłamiesz młodzieńcze, kłamiesz…
- Odejdź proszę, nie chcę walczyć z Mizu.
- Hajime, wciąż taki sam… Twój ojciec byłby z Ciebie dumny, ale teraz go nie ma i nikt nawet Cię nie usłyszy.
- Reji, Kaze i Mizu obowiązuje pakt. Nie niszcz tego proszę. Wystarczy, że Gentarō odbiera nam spokój.
- Pakt powiadasz? Ichigo nie poinformował Cię co może przerwać pakt?
- Reji, wiem, że jesteś dobrym człowiekiem, nie zależy Ci na władzy tak jak Gentarō i Tomio.
- Skąd Ty możesz wiedzieć, na czym mi zależy i co jest dla mnie ważne, znasz mnie tylko z opowieści. Byłeś jeszcze wtedy dzieckiem, kiedy spotkałeś mnie po raz ostatni.
- Reji, rozejdźmy się teraz, żegnam – Hajime ruszył w stronę rzeki.
- …aaaaaaaaaaaa! – Reji chwycił za miecz i ruszył za Hajime, ten jednak obronił się i oddalił od Reji.
- Przestań! Nie rób tego Reji. Oboje będziemy tego żałować – odparł Hajime.
- Cały ojciec. Pamiętam go bardzo dobrze. Szanowałem go. Teraz mam jednak swą misję do wypełnienia.
- Chyba nie chcesz stawić przed sobą Kaze i Mizu…
- Naoto! – Krzyknął Reji.
W tym czasie pojawił się syn Reji mocno uderzając w głowę Hajime. Hajime stracił przytomność i upadł na ziemię. Reji i Naoto zabrali go do swojej wioski, zostawiając w lesie list dla Ichigo, by ten wstawił się w wiosce Mizu po Hajime. Zbliżał się zmierzch. Zanim Hajime odzyskał przytomność, Reji kazał go mocno uwiązać przy wielkim murze obok stajni. Kiedy Hajime otworzył oczy, próbował się uwolnić, lecz Naoto bacznie mu się przyglądał z oddali.
- Zostawiłem list dla Ichigo, by po Ciebie przyszedł – Reji pojawił się przy stajni i z uśmiechem rzekł do Hajime.
- Ichigo nie przyjdzie. Nie jest głupi – odburknął po chwili Hajime.
- Mylisz się Hajime, Ichigo nigdy nie dorówna Twojemu prawdziwemu ojcu, nie był nawet w połowie tak mądry jak on. Nigdy nawet nie wykorzystał właściwie wiedzy przekazanej mu przez jego ojca, Junji. Mimo to Junji miał tylko jednego syna i szkolił Ichigo każdego dnia wierząc, że w końcu nadejdzie dzień, w którym Ichigo stanie się naprawdę silny. Jak myślisz? Udało mu się? Nie okłamuj samego siebie. Nie musisz odpowiadać. I tak wiem, co teraz pomyślałeś.
- Niczego nie wiesz ani o mnie, ani o Ichigo – Hajime bronił imienia Kaze.
- Zakłuć go w szopie! – Rozkazał Reji.
Kiedy Naoto prowadził Hajime do szopy, mijał swój dom, pod którym Izumi bawiła się z dziećmi. Izumi była córką Naoto i Megumi, która zmarła 15 lat wcześniej podczas najazdu klanu Hikaru. Dziewczyna wychowywała się zatem bez matki. Żyła ze starszym bratem Isao i ojcem. Izumi nie była zwykłą kobietą, od wczesnych lat dziecięcych ćwiczyła się na wojownika wraz z innymi członkami klanu Mizu. Była zatem wyjątkowo silna i potrafiła doskonale władać mieczem. Po odejściu matki, Izumi pragnęła pomścić jej śmierć, dlatego tym bardziej była konsekwentna i nie opuszczała żadnych ćwiczeń.
- Uważaj! – Krzyknęła Izumi, gdy jedno z dzieci prawie uderzyło gałęzią przechodzącego z Naoto Hajime.
W jednej chwili spojrzenia Hajime i Izumi złączyły się. Wtedy Naoto krzyknął:
- Izumi! Koniec zabawy na dzisiaj, zabierz dzieci do domu!
- Dobrze Ojcze – rzekła Izumi i odwróciwszy się myślała, kim jest ten młody człowiek, którego ojciec miał zakłuć w szopie.
Naoto wykonał rozkaz Reji i poszedł na wieczorny obchód po wiosce, co jakiś czas wypatrując czy na jej obrzeżach nie pojawił się może Ichigo.
- Jednak nie jest głupi – pomyślał Naoto i udał się na rozmowę z Reji.
- Nie przyszedł.
- Naoto, jest jeszcze za wcześnie.
- Tak myślisz?
- Gdy nastanie noc pojawi się. Przyjdzie sam, zobaczysz.
- Ty nigdy się nie mylisz Reji. W takim razie czekamy – Naoto przymknął oczy i postanowił uciąć sobie krótką drzemkę.
             Tymczasem Ichigo nawet nie zauważył, że Hajime nie ma u jego boku. Był za bardzo przejęty utratą wojowników, czuł, że nie zasługuje na to, by poprowadzić klan Kaze. Miał wyrzuty sumienia, że nie potrafi obronić swoich ludzi. Gdyby nie Hajime, już dawno zginęliby wszyscy podczas pierwszego najazdu. Ichigo był pogrążony w rozpaczy, nie wiedział, co ma począć, jak przygotować się na kolejny najazd wroga, czym go zaskoczyć. Wciąż siedział nad rzeką i rozmyślał.
- Ojcze, Hajime przepadł, wszędzie go szukam, lecz bezskutecznie. To nie w jego stylu, żeby oddalać się tak daleko podczas wojny – Haruto uświadomił ojca o zniknięciu Hajime.
- Na pewno zaraz wróci. Jak długo go nie ma?
- Od czterech godzin go szukam Ojcze. Nie wiem kiedy zniknął – odparł zmartwiony Haruto.
- Nikt miał się nie oddalać, Hajime jak zwykle postąpił inaczej – zdenerwowany Ichigo chciał zebrać większą grupę ludzi i wyruszyć do lasu, wtedy jednak Tetsuya przyniósł list od Reji.
- Panie, znalazłem go w lesie, to od Reji.
- Reji… - Ichigo wiedział już zatem, że klan Mizu usłyszał o śmierci Junji.
- Reji i Naoto zabrali Hajime – kontynuował Tetsuya.
- Trzeba po niego iść, natychmiast zbieram ludzi Ojcze – rzekł Haruto.
- Nie – odparł Ichigo.
- Ależ Ojcze…
- Wkraczając na ziemie klanu Mizu wywołamy kolejną wojnę. Hajime sobie poradzi – Ichigo zabronił wojownikom reagować na list Reji.
Sam jednak, jak założył Reji, udał się do wioski Mizu.  Był środek nocy, Nie zabrał ze sobą nikogo. Zdeterminowany kroczył ciężkim krokiem przed siebie. By nikt z jego ludzi nie zorientował się, że wyszedł, w namiocie zaświecił lampę i na gałęziach zerwanych z drzew rozwiesił swój płaszcz. Nie spodziewał się, że Tetsuya złamie jego rozkaz i również wyruszy w stronę wioski Mizu. Tetsuya był najlepszym przyjacielem Hajime, tak samo jak on stracił na wojnie swoich rodziców. Ichigo i Tetsuya mieli swoje oddzielne plany na przejęcie Hajime.
           W tym samym czasie Izumi zabrała dzbanek z wodą i udała się do szopy. Hajime siedział wycieńczony, układał w głowie plan ucieczki. Chciał zdążyć przed nadejściem Ichigo - doskonale wiedział, że przyjdzie po niego. Nie chciał jednak, by rozgorzała walka.
- Przyniosłam wodę – Izumi stanęła w drzwiach.
- Pewnie jesteś spragniony. Wiem, że odkąd Ojciec Cię przyprowadził, niczego nie wnosił do szopy.
- Dziękuję – odparł Hajime.
Izumi pomogła mu się napić.
- Jestem Izumi.
- Wiem, słyszałem o Tobie. Podobno jesteś wojowniczką.
- Po prostu znam sztuki walki.
- Ja jestem Hajime.
- Jesteś z Klanu Kaze prawda? Dlaczego ojciec Cię tutaj przyprowadził i uwiązał? Czy przekroczyłeś naszą ziemię bez zgody Reji? Pomiędzy Kaze i Mizu jest przecież pakt.
- Był pakt.
- Był…?
- Junji zmarł. Reji chce zerwać pakt.
- Zatem będzie kolejna wojna? Jestem Twoim wrogiem… - Izumi spuściła głowę i zamyśliła się.
- Ja nie jestem Twoim – Hajime spojrzał na dziewczynę.
- Jeśli pakt został przerwany jesteś.
- Nie jestem ani Twoim wrogiem, ani Reji, ani Twojego ojca. Nie będę walczył z Mizu.
- A jeśli będziesz musiał?
- Izumi, zabiłaś kiedyś kogoś?
- Zadałam głębokie rany…
- Czyli nie. A jesteś gotowa zabijać?
- Mam nadzieję, że nie będę musiała.
- Spróbuj zabić mnie, teraz – to była prowokacja ze strony Hajime. Wiedział bowiem, że jeśli Izumi złapie za miecz, będzie miał możliwość wykorzystania sytuacji, zdoła się uwolnić i ucieknie.
- Dlaczego mam Cię zabić? – Zaniepokojona Izumi odsunęła się od Hajime.
- Zabij mnie. Od dziś jestem Twoim wrogiem.
Izumi stała i wpatrywała się w Hajime nic nie mówiąc.
- No zabij. Jeśli nie zrobisz tego teraz, ja zabiję Twoją rodzinę.
- Jeszcze przed chwilą mówiłeś, że nie zabijesz nikogo z Mizu - Izumi zabrała dzbanek z wodą i wybiegła z szopy.
- Izumi, co robiłaś w szopie? Po co tam poszłaś? Natychmiast do domu! – Naoto po krótkiej drzemce zajrzał do Hajime.
- Ładną mam córkę prawda? – Zwrócił się do Hajime Naoto.
- Jej uroda jest jednak mylna. Potrafi zabijać jedną ręką. Uważaj na nią zatem, kiedy znów do Ciebie przyjdzie.
- Nie sądzę. Jak dotąd nikogo nie zabiła – lekceważąco odburknął Hajime.
- Co powiedziałeś? Jak śmiesz drwić z mojej córki? Ja Ci zaraz pokażę! – Naoto w złości wyciągnął miecz i wbił mocno w ziemię tuż przed Hajime. Chciał przedstawić swoją córkę w świetle wielkich wojowników.
- Widzisz ten miecz? Chcesz zginąć zanim po Ciebie przyjdą?
- Skąd w Tobie tyle złości Naoto? Chcecie wojny? Dlatego mnie tutaj trzymacie?
- Chcemy tylko odzyskać spokój.
- Myślisz, że walka przyniesie spokój?
- Jesteś taki sam jak Twój ojciec Hajime. Wiesz kto tak naprawdę go wtedy zabił? –Kontynuował Naoto.
- Zginął z rąk klanu Hikaru – przerwał Hajime.
- Nikt przez tyle lat nie powiedział Ci prawdy?
- Jakiej prawdy?
- Twojego ojca zabił Twój ojczym Ichigo. Tak Hajime, Ichigo go zabił…
W tym momencie w drzwiach szopy stanął Ichigo. Wzburzony tym, co powiedział Naoto uderzył z mieczem w jego kierunku z ogromnym zamachem i siłą. Rozgorzała walka pomiędzy Naoto i Ichigo. Wówczas pojawił się Tetsuya i uwolnił Hajime.
- Szybko, Hajime, Ichigo! Zanim reszta zorientuje się o naszym przybyciu! – Wołał Tetsuya.
Reji zdążył usłyszeć hałasy dobiegające z szopy. Zebrał kilku wojowników i udał się w jej kierunku. Gdy zauważył walczącego z Naoto Ichigo, szybko dołączył się do walki z Tetsuya’ą i Hajime.
- Odejdźcie! – Hajime przejął walkę i kazał Ichigo i Tetsuya’i wycofać się nad wodę do swoich ludzi.
Hajime był naprawdę silnym wojownikiem. Odznaczał się również niesamowitą szybkością i skupieniem w walce. Potrafił przewidzieć każdy ruch przeciwnika do momentu, gdy ktoś nie zakłócił jego serca…
- Hajime… - Ichigo nie chciał zostawiać teraz syna. Hajime patrzył jednak na Ichigo z nieufnością. Słowa Naoto utkwiły w jego głowie i drążyły myśli.
- Odejdź! – Krzyknął Hajime w momencie, gdy Naoto ranił go mocno mieczem w prawy bok.
- Hajime! – Tetsuya ruszył do ataku i zadał cios Naoto.
- Przestańcie! Przestańcie… - pomiędzy walczącymi stanęła kobieta. To była Izumi.
- Ojcze… - podbiegła do rannego Naoto.
Reji uświadomił sobie, że ich plan zaszedł za daleko. Nie miało dojść do walk, a już tym bardziej nie miało być rannych na ziemiach klanu Mizu. Wiedział już, że Junji nie żyje. Ichigo potwierdził to swoim przybyciem, zatem postanowił puścić wolno Hajime, Tetsuya’ę i Ichigo. Trzej wojownicy z klanu Kaze odeszli więc na drugą stronę rzeki. Ichigo i Hajime milczeli całą drogę. Żaden z nich nie spojrzał nawet na siebie. Czy pomimo ustanej walki tego dnia pakt Kaze i Mizu stracił swą ważność? Ichigo z wojownikami wrócili do swojej wioski. Gentarō ukarał Tomio za niewykonanie zadania i egoistyczne wszczęcie walki z Kaze pod jego nieobecność. Oddalił tym samym kolejny atak na Kaze.

2 komentarze:

  1. Hejka! Powiem tak ... początek może mnie trochę hmm jakby to powiedzieć ... ee znudził, jednak potem coraz bardziej się rozkręciło :). Końcówka niezwykle interesująca :D. Jak widzę ten klan Kaze wcale nie jest taki wspaniały, jak się na początku wydawało, zresztą Mizu nie są lepsi.
    Co ten Ichigo kombinuje? Czyżby Naoto kłamał? Ach! Zabieram się za czytanie rozdziału 2. Mam nadzieję, że tam udzielisz odpowiedzi na te pytania xD.
    Tak, wiem. Mój genialny komentarz jak zwykle jest strasznie chaotyczny ...
    Pozdrawiam, willownight ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak "chaotyczne" komentarze :) Pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas oraz każdą cenną uwagę :)

Pozdrawiam cieplutko :)
Iza