Minęło 15 lat ciągłych walk.
Tak cicho w Japonii nie było od bardzo dawna. W dolinie słychać dźwięk
wpadającej do rzeki wody z wodospadu, w lasach delikatny szelest liści, w
górach nadzwyczaj również rozpościera się cisza. Czyżby nastały czasy pokoju?
Lud
Kaze wstaje zazwyczaj bardzo wcześnie. Z samego rana część mężczyzn wybiera się
na wędrówkę w celu upolowania pożywienia dla mieszkańców wioski, druga część
każdego dnia trenuje się do walki, szkoli i udoskonala swoje umiejętności, by w
razie wojny stanąć w obronie całego ludu Kaze i jego władcy. Kobiety zazwyczaj
zajmują się dziećmi, dbają o dom i modlą się o każdy kolejny przeżyty dzień dla
siebie i swojej rodziny. Hajime ma już 21 lat, stał się wielkim wojownikiem,
szkoli młodych wojowników w wiosce i pomaga rodzicom. Jego brat Haruto ma 24
lata, ożenił się z Chieko, bardzo wrażliwą, pełną ciepła kobietą. Haruto
poszedł w przeciwną stronę niż jego brat, stał się łowcą i dba o pożywienie w
wiosce.
Jest wiosna, trawa się zieleni, wspaniały dzień do
świętowania i zabawy. Ichigo zauważa jednak, że Junji źle się czuje. Zdaje
sobie sprawę z sytuacji, że Junji kiedyś odejdzie i to on przejmie władzę i
opiekę nad wioską oraz klanem Kaze.
- Jak się czujesz Ojcze? – Spytał
Ichigo.
- Bardzo dobrze Synu – odparł Junji.
- Ojcze, przecież widzę. Nie jesteś dziś
sobą.
- Przed Tobą Ichigo niczego nie ukryję.
- A jednak. Co się dzieje? Co Ci dolega?
- Od kilku dni źle się czuje. Nie martw
się, to tylko zwykłe osłabienie.
- Ojcze, masz słabe serce. Coś Cię
martwi?
- Tak, martwi - odparł Junji.
- Podejrzewam, że zastanawiasz się nad tym,
co ja Ojcze.
- Od kilku tygodni martwi mnie cisza i
spokój Synu. Wszystko jest takie piękne w koło, nawet niebo jest jasne, słońce
świeci, w wiosce pojawił się uśmiech i widzę, że ludzie zapominają powoli o
zagrożeniu, jakie czyha nad nimi każdego wschodzącego dnia, każdej pojawiającej
się nocy.
- Mnie również niepokoi ta cisza Ojcze.
Nie wiem dlaczego, jak długo… - uniósł głowę i spojrzał w góry Ichigo.
- No właśnie, Gentarō nigdy nie
odpuszcza…
Przez chwilę zamarła grobowa cisza,
jakby za chwilę miał się zebrać ogromny wiatr i zniszczyć cały ten spokój.
- Dlaczego siedzicie tutaj tak samotnie,
w milczeniu? Chodźcie do nas, będziemy się dzisiaj bawić całą noc. Hoshi i
Chieko przygotowały tyle pyszności na wieczór – odparł Hajime.
Po chwili Hajime jednak zwątpił w to, co
powiedział, gdy jeszcze raz przyjrzał się twarzom ojca i dziadka.
- O co chodzi tym razem? – Zapytał
Hajime.
Ichigo i Junji spojrzeli na siebie i
spuścili głowy. Udając, że nic się nie dzieje, zaczęli ciąć drewno na wieczorne
ognisko.
- Chodzi o ten spokój? Też Was martwi? A
może po prostu Gentarō odpuścił? Bo jeśli nie…
- Hajime, zabierzesz Tetsuya’ę i
pójdźcie w głąb lasu, później przyjrzyjcie się górom i wróćcie – przerwał
Ichigo.
- Dobrze Ojcze, a czy mogę pójść sam?
- Nie – odparł Ichigo.
- Ale…
- Sam nie poradzisz sobie, gdy wróg
zaatakuje.
- Ależ ojcze…
- Bez gadania. Wyruszajcie z Tetsuya’ą
za 10 min. Jeśli nie wrócicie za dwie godziny, zabiorę wojowników i wyruszę za
Wami.
Ichigo, choć nie okazywał strachu, w
głębi duszy bał się – nie tylko o syna, ale i o całą wioskę. Tymczasem Hajime
wołał Tetsuya’ę.
- Tetsuya! Tetsuya! – Tetsuya nie
odpowiadał.
- Tetsuya! Tetsyua! – Wołał donośniej
Hajime.
- Tetsuya poszedł w głąb lasu po więcej
drewna. Zaraz wróci – odparła po chwili Chieko uśmiechając się do Hajime.
- Do lasu? Sam? – Zaniepokoił się
Hajime, szybko zabrał miecz i pobiegł do lasu.
- Haruto, co się dzieje? – Zapytała męża
Chieko.
- A co ma się dziać Kochanie? – Haruto
przytulił żonę i dalej szykował miejsce pod ognisko.
Chieko jednak czuła się niespokojnie. Po
chwili w wiosce zabrzmiała muzyka, dzieci tańczyły, w koło zrobiło się sielsko.
Chieko wypatrywała ze zniecierpliwieniem Tetsuya’i, ale Tetsuya nie wracał już
od pół godziny. Hajime również przepadł bez śladu.
- Hoshi, Tetsuya poszedł po drewno i do
tej pory nie wrócił, martwię się – odparła Chieko.
Haruto również zaczął się martwić,
dlaczego tak długo nie ma Tetsuya’i skoro poszedł tylko po drewno do ogniska.
- To rzeczywiście dziwne, że nie ma go
tak długo. A gdzie Hajime? – Spytała Hoshi.
- Hajime pobiegł szukać Tetsuya’i –
odparła Chieko.
- Hajime i Tetsuya poszli w głąb lasu, a
później przyjrzeć się górom. Ja pójdę po drewno – odparł Ichigo.
- Górom? Jak to, po co? – Zaniepokoiła
się mocno Hoshi.
- Górom… - posmutniała Chieko i pobiegła
do swojej sypialni. Z jej oczu popłynęły łzy. Dziewczyna wierzyła, że nastał
kres wojnom, że teraz w wiosce zapanuje spokój na dłużej, że wspólnie z Haruto
będą mogli wieść szczęśliwe życie. Po wielkiej rozpaczy bardzo źle się poczuła,
zwymiotowała.
- Chieko, co Ci jest?! Co się dzieje?! –
Krzyczał przerażony Haruto widząc żonę w takim stanie.
- Chieko! – Lecz Chieko nic nie chciała
powiedzieć. Była bardzo słaba i blada. Zasnęła. Haruto został przy niej.
- Ichigo, dlaczego oni tam poszli?
Dlaczego sami? Przecież to niebezpieczne! – Zmartwiona i zdenerwowana Hoshi
krzyczała i chciała usłyszeć jakieś wyjaśnienia od męża.
- Hajime sobie poradzi. Poza tym Tetsuya
jest z nim, we dwójkę zdołają uciec. Jeśli nie wrócą do dwóch godzin, wyruszam
z ludźmi w ich kierunku. Ta cisza… Jest niepokojąca, nie sądzisz? – Wytłumaczył
żonie Ichigo.
W wiosce ludzie bawili się dalej. Tylko
wtajemniczeni wiedzieli o ewentualnej gotowości. Junji nie chciał przerywać
zabawy i radości, jaka zapanowała ponownie w wiosce, a więc zakazał przerywać
zabawę.
- Ichigo, przygotuj wszystko dla
wojowników i ukryj w szopie. Gdy przyjdzie czas, przerwiemy zabawę, kobiety i
dzieci pójdą do bunkra, a wojownicy i łowcy wyruszą do ataku.
Junji wiedział jak się zachować. Chciał
dać ludowi trochę więcej czasu sielanki. Był pewien, że kolejny taki dzień
prędko nie nastąpi. Ichigo zebrał broń i złożył wszystkie niezbędne rzeczy w
szopie zgodnie z tym, co kazał mu ojciec. Junji w tym czasie przygotował się do
wyjścia i czekał w swoim domu.
- Ojcze, Ty nigdzie nie pójdziesz.
Zabraniam Ci w tym stanie! – Ichigo chciał, by władca wioski schronił się wraz
z dziećmi i kobietami w bunkrze.
- Władca musi iść na wojnę, nie ważne w
jakim jest stanie. Władca musi bronić swojego ludu wszystkimi siłami i
ostatnimi siłami. Władca jest odpowiedzialny za swój lud całym swoim życiem
Synu.
Ichigo przytulił Ojca, poklepał go po
ramieniu i powiedział:
- Dobrze. W takim razie już czas Ojcze.
Minęły dwie godziny, Hajime i Tetsuya nie wrócili. Trzeba przerwać sielankę i
uświadomić ludzi co ich czeka - Ichigo zerwał się w kierunku ludu.
- Ludzie… - zaczął Ichigo przerywając
muzykę. Po chwili jednak zobaczył za drzewem głowy swojego syna i jego
przyjaciela.
- Ludzie, cieszę się, że nadszedł taki
piękny dzień jak dzisiejszy. Bawcie się dobrze! – Ichigo zakończył przemówienie
i ruszył w kierunku Hajime i Tetsuya’i.
- Nareszcie! Już mieliśmy wyruszać w
Waszą stronę!
- Dobrze, że się przygotowaliście Ojcze.
Gentarō wszędzie zastawił pułapki. Podejrzewam, że zaatakuje lada chwila, być
może o poranku. Powoli schodzą w dół. Wszędzie pełno jest wojsk klanu Hitaro.
Nie wiem jaki mają plan, ale jedno jest pewne, trzeba się przygotować, zebrać
resztki pożywienia i ukryć w bunkrze, przynieść wody z rzeki na tyle, by dzieci
i kobiety przeżyły zamknięte przez kilka dni. Później i tak ich znajdą, jeśli
zawiedzie nasza intuicja, a jeśli nie zawiedzie, będą mogli wyjść z ukrycia.
- Czyli Junji się nie mylił - Ichigo
posmutniał - W takim razie nie ma na co czekać. Przerwij zabawę i zbierz
łowców, każ im zebrać pożywienie.
- Dobrze Ojcze – odparł Hajime.
- Tetsuya, zajmij się kobietami i
dziećmi, niech powoli szykują się w drogę do bunkra.
- Dobrze. Już biegnę ich powiadomić.
Ichigo cały czas myślał o Ojcu. Był
świadomy tego, że jeśli Junji umrze, to pakt z klanem Mizu również może stracić
ważność i jeśli Mizu zadecydują o jego ustaniu, wioskę czekają jeszcze większe
przeszkody – poleje się krew.
Tymczasem Chieko nadal źle się czuła. Haruto bardzo martwił się o
żonę, nie wiedział jak jej pomóc, nie wiedział, co się dzieje.
- Haruto, mogę porozmawiać z Chieko? –
Hoshi podeszła do Chieko. Domyślała się, co się dzieje.
- Tak mamo, zostawiam Was same. Bardzo
Cię kocham Chieko – odparł Haruto i opuścił sypialnię.
- Hoshi…
- Już dobrze Chieko. Wiem co Ci jest,
dlaczego wymiotujesz. Jesteś w ciąży prawda?
- Tak Hoshi, bardzo się boję, naprawdę
bardzo się boję.
- Spokojnie Chieko, damy sobie radę, bez
względu na wszystko.
- Tak bardzo chciałam, żeby moje dziecko
nie doświadczyło wojny. A co, jeśli nie uda mi się donosić ciąży?
- Nawet tak nie myśl Chieko. W bunkrze
nikt nas nie znajdzie, tam będziemy miały wszystkie potrzebne rzeczy. A potem…
- Potem wojny ustaną? – Chieko
litościwym spojrzeniem spytała Hoshi, choć dobrze zdawała sobie sprawę z
powagi sytuacji.
- Chieko, nie wiem czy Haruto powinien
się teraz dowiedzieć o dziecku. Musi się skupić na walce, to zbyt duże emocje.
- Nie powiem mu. Dochowam tajemnicy, a
kiedy będzie odpowiedni moment sam się zorientuje.
- Powiesz mu po bitwach. Teraz musi
walczyć, za klan, za wioskę, za nas i dla naszej przyszłości.
- Dobrze Hoshi – Chieko spuściła smutno
głowę. Nie tak wyobrażała sobie to wszystko.
- Mamo, Chieko, musimy iść – Haruto
wpadł w pośpiechu, wziął żonę na ręce i zmierzając z resztą w kierunku bunkra
cały czas powtarzał jak bardzo ją kocha i jak ważną osobą jest w jego życiu.
Chieko po policzku spłynęły łzy, mocno przytuliła się do męża i powiedziała:
- Haruto, przyrzeknij mi, że mnie nie
zostawisz, przyrzeknij proszę.
- Chieko, obiecuję, że zrobię wszystko,
by przeżyć, a kiedy wrócę przytulę Cię mocno w swoje ramiona i już nigdy nie
puszczę – Haruto również popłynęła łza w prawym oku. Ostatni raz przytulił żonę
i odszedł w kierunku szopy.
Junji zebrał wojowników przed szopą i dał im dość długi
wykład odnośnie walk, honoru, imienia klanu Kaze. Na koniec dodał:
- Pamiętajcie, na wojnie nie ma miejsca
na uczucia. Nie ma miejsca na uczucia… - i odszedł do swojego pokoju. Długo
rozmyślał w samotności.
- Ojcze, czy mogę Cię o coś zapytać? –
Ichigo przyszedł do Ojca.
- Tak Synu?
- Skąd w Tobie tyle siły i odwagi Ojcze?
- Ichigo, Ty też masz w sobie tą siłę.
Musisz tylko to sobie uświadomić. My z klanu Kaze jesteśmy bardzo silni, nie
tylko walcząc, jesteśmy silni wewnętrznie. Pamiętam jak mój świętej pamięci
ojciec, a Twój dziadek powiedział mi kiedyś, że Kaze znaczy wiatr, a wiatr
ciężko jest zatrzymać, gdy się wzburzy, z wiatru powstaje wichura, tworzą się
trąby powietrzne, które są tak silne, że ludzka dłoń nie jest w stanie ich
powstrzymać. Taki właśnie jest Kaze, nasz klan. Ani mnie, ani Ciebie, ani
żadnego naszego wojownika nie da się pokonać, jeśli uświadomimy sobie swoją
siłę. Czy teraz jesteś równie silny jak ja Synu?
- Tak Ojcze, dziękuję.
- Przekaż to swoim przyszłym wojownikom.
Ja być może nie będę miał już okazji…
- Ojcze… Ojcze! – Krzyczał Ichigo.
Junji zmarł tej samej nocy, której
szykował swój lud do obrony przed Gentarō. Wtedy też Ichigo objął władzę nad
Kaze. Pod swoje ramię wziął swojego młodszego syna, Hajime. Próbowano zataić śmierć
Junji, by klan Mizu nie dołączył się do walk z Hikaru. O poranku, tak jak
przypuszczał Hajime, wrogie wojska najechały klan Kaze. Ichigo zdążył jeszcze
raz przemówić do wojowników, przekazał im słowa ojca o sile, jaką w sobie kryją
i jej uświadomieniu, przypomniał również, że w walce nie ma miejsca na uczucia.
Gentarō był bardzo dobrze przygotowany, miał liczną armię, która w pewnym
stopniu zaskoczyła wojowników Ichigo. Ci jednak pomimo swej mniejszości
dzielnie walczyli o swój honor, imię, o Kaze…
- Ojcze, musimy rozdzielić siły. Weź
część ludzi i zajdź ich od tyłu, ja wyjdę im naprzeciw. W ten sposób Gentarō
wpadnie w pułapkę i uda nam się wygrać walkę – odparł Hajime.
- Wciąż jest nas za mało Synu – Ichigo
stracił wiarę w swoje siły. Czuł ból w sercu, osamotnienie, pustkę. Zawsze stał
u boku Junji, teraz to Hajime stoi u jego boku. Junji był jednak jego podporą,
tym razem było odwrotnie, Ichigo czuł złość, która rozpraszała jego myśli.
Dobrze, że był przy nim Hajime.
- Ojcze, jesteśmy Kaze, jesteśmy silni,
pamiętaj! Teraz trwa wojna, w niej nie ma miejsca na uczucia, dziadek jest z
nami.
Hajime sprawił, że Ichigo ponownie
uwierzył w swój lud i zgodnie z propozycją Hajime zabrał część wojowników i
zaszedł od tyłu wojska klanu Hikaru. Tymczasem Hajime wyszedł Gentarō naprzeciw
i uderzył do ataku. Walki trwały kilkanaście godzin. Następnie oba klany
wycofały się do swoich wiosek. Zginęło wielu ludzi, zarówno z Hikaru, jak i
Kaze. To nie był jednak koniec walk. Gentarō nie był usatysfakcjonowany.
Zastanawiał się gdzie podziały się wszystkie kobiety i dzieci z klanu Kaze.
- To niedorzeczne! – Stwierdził.
- Nie będę walczył z wojownikami, jeśli
nie mogę zadać im największego bólu, bólu spowodowanego utratą najbliższych.
Chcę wiedzieć gdzie oni są! Natychmiast ich znaleźć!
Gentarō był złym człowiekiem, na takiego
wychował również swojego starszego syna Tomio. Tomio był bardzo silnym
wojownikiem, jeszcze nikomu nie udało się zadać mu krwawego ciosu. Tomio na
rozkaz ojca zebrał ludzi i wyruszył w poszukiwaniu kryjówki ludu Kaze. Hikaru
przekazało również pismo Kaze odnośnie zaprzestania walk. Pismo było jednak
zmyłką dla Ichigo. Tomio wraz ze swoją armią postanowił śledzić klan Kaze. W
ten sposób miał odkryć tajemne miejsce ich kryjówki. Hajime jednak nie dawało to
spokoju.
- Ojcze, coś mi tutaj nie pasuje, nie
układa się w całość. Po co atakowali, skoro tak szybko wycofali się z walk?
Wydaje mi się, że szykują na nas jakąś zasadzkę. Gentarō tak nie postępuje,
nigdy. Nie wracałbym do wioski. Wojna dopiero się zacznie – Hajime próbował
odwrócić ludzi.
- Synu, Hikaru są już daleko w górach,
do ponownego ataku mamy jeszcze trochę czasu – Ichigo dał się zwieść Tomio.
- Ojcze znów się poddałeś? Przecież to
Gentarō! Nie pozwolę, by odkryli bunkier!
Hajime zarządził zebranie. Wbrew ojcu
postanowił nakłonić lud, by nie wracał do domu i nie wskazywał wrogowi miejsca bunkra
- miejsca, w którym jak dotąd bezpieczne były ich kobiety i dzieci, miejsca,
dzięki któremu klan Kaze nigdy nie wyginie. Ichigo początkowo był zły na swojego
syna, lecz później zrozumiał jak wiele ryzykuje nie mając tak naprawdę pewności
co do intencji Gentarō. Ostatecznie Ichigo wraz z wojownikami wyruszył w
przeciwną stronę niż bunkier i zatrzymał się tuż przy dolinie nad rzeką. Po
drugiej stronie zamieszkiwał klan Mizu. Pod wodospadem często przesiadywał
Reji, przywódca klanu Mizu. Kiedy klan Kaze osiedlił się nad rzeką, Reji szybko
spostrzegł, że nie ma z nimi Junji. Kazał wówczas swoim ludziom prześledzić, co
stało się z przywódcą Kaze. Od tamtej pory Reji unikał przesiadywania przy
wodospadzie, był ostrożny. Tymczasem Tomio był niepocieszony, wiedział, że
Ichigo go zwodzi, że jego podstęp się nie udał. Tomio nie chciał wracać do ojca
bez dobrych wieści, dlatego postanowił sam wszcząć walkę z Ichigo. Reji odkrył
prawdę o śmierci Junji i był zły, że Ichigo to przed nim zataił. Wzburzony
gniewem, że Ichigo przywiódł dodatkowo swoich wojowników i armię Tomio tuż pod
ich tereny, poczuł zagrożenie i również postanowił zebrać siły i uderzyć do
walki z Ichigo. Reji jednak chciał zaczekać, aż wojska Tomio się wycofają.
O
poranku Tomio ze swoją armią zaskoczył klan Kaze raniąc śmiertelnie ponad
połowę jego wojowników, po czym opuścił miejsce zdarzenia. Ichigo nie mógł
uwierzyć w tak krwawy atak na jego ludzi. Rzeka przyniosła im pecha. Hajime
również był przerażony. Pośród rannych i zabitych szukał swojego brata i
przyjaciela.
- Haruto! Tetsuya! – Krzyczał Hajime.
- Haruto! Tetsuya! – Nikt się nie
odzywał.
Po chwili jednak zauważył leżącego pod
zwaloną z drzewa gałęzią brata.
- Haruto! – Krzyczał.
Hajime szybko odepchnął gałąź i zaczął
trząść nieprzytomnym bratem.
- Haruto! Haruto!
Haruto żył. Stracił tylko przytomność i
miał potłuczoną nogę.
- Haruto, tak się cieszę! Myślałem, że…
że nie żyjesz.. Tak się cieszę…
- Ja też się cieszę bracie, że żyjesz –
odparł Haruto i uśmiechnął się.
Tetsuya również był ranny, ale nie było
to wielkie draśnięcie. Dziwnym trafem Tomio nie miał w planach zamachu na
Ichigo, ostrzegł go tylko dając namiastkę swojej siły i możliwości. Myślał, że
tym razem Ichigo poprowadzi swoich ludzi do domu. Zanim jednak Ichigo zrobił
cokolwiek, uczcił z wojownikami śmierć swoich braci, po czym długo rozmyślał w
samotności. Hajime udał się wówczas w głąb lasu - szukał sposobu by pomścić
bliskich, zwłaszcza rodziców, których twarze ledwo pamiętał. Przyglądał się
każdemu drzewu, każdej gałęzi, nasłuchiwał szelestu liści i traw. Nagle
zatrzymał się. Usłyszał coś niepokojącego tuż za swoimi plecami. Nie odwracał
się.
- No proszę, Hajime sam błąka się po
lesie w tak gorącym okresie.
- Reji…
- Tak, to ja.
- Po co mnie śledzisz? Czego ode mnie
chcesz?
- Czyż nie jest prawdą, że Junji umarł?
- Junji żyje, zmęczyła go tylko choroba
i został w wiosce.
- Kłamiesz młodzieńcze, kłamiesz…
- Odejdź proszę, nie chcę walczyć z
Mizu.
- Hajime, wciąż taki sam… Twój ojciec
byłby z Ciebie dumny, ale teraz go nie ma i nikt nawet Cię nie usłyszy.
- Reji, Kaze i Mizu obowiązuje pakt. Nie
niszcz tego proszę. Wystarczy, że Gentarō odbiera nam spokój.
- Pakt powiadasz? Ichigo nie
poinformował Cię co może przerwać pakt?
- Reji, wiem, że jesteś dobrym
człowiekiem, nie zależy Ci na władzy tak jak Gentarō i Tomio.
- Skąd Ty możesz wiedzieć, na czym mi
zależy i co jest dla mnie ważne, znasz mnie tylko z opowieści. Byłeś jeszcze wtedy
dzieckiem, kiedy spotkałeś mnie po raz ostatni.
- Reji, rozejdźmy się teraz, żegnam –
Hajime ruszył w stronę rzeki.
- …aaaaaaaaaaaa! – Reji chwycił za miecz
i ruszył za Hajime, ten jednak obronił się i oddalił od Reji.
- Przestań! Nie rób tego Reji. Oboje
będziemy tego żałować – odparł Hajime.
- Cały ojciec. Pamiętam go bardzo
dobrze. Szanowałem go. Teraz mam jednak swą misję do wypełnienia.
- Chyba nie chcesz stawić przed sobą
Kaze i Mizu…
- Naoto! – Krzyknął Reji.
W tym czasie pojawił się syn Reji mocno
uderzając w głowę Hajime. Hajime stracił przytomność i upadł na ziemię. Reji i
Naoto zabrali go do swojej wioski, zostawiając w lesie list dla Ichigo, by ten
wstawił się w wiosce Mizu po Hajime. Zbliżał się zmierzch. Zanim Hajime
odzyskał przytomność, Reji kazał go mocno uwiązać przy wielkim murze obok
stajni. Kiedy Hajime otworzył oczy, próbował się uwolnić, lecz Naoto bacznie mu
się przyglądał z oddali.
- Zostawiłem list dla Ichigo, by po
Ciebie przyszedł – Reji pojawił się przy stajni i z uśmiechem rzekł do Hajime.
- Ichigo nie przyjdzie. Nie jest głupi –
odburknął po chwili Hajime.
- Mylisz się Hajime, Ichigo nigdy nie
dorówna Twojemu prawdziwemu ojcu, nie był nawet w połowie tak mądry jak on.
Nigdy nawet nie wykorzystał właściwie wiedzy przekazanej mu przez jego ojca,
Junji. Mimo to Junji miał tylko jednego syna i szkolił Ichigo każdego dnia
wierząc, że w końcu nadejdzie dzień, w którym Ichigo stanie się naprawdę silny.
Jak myślisz? Udało mu się? Nie okłamuj samego siebie. Nie musisz odpowiadać. I
tak wiem, co teraz pomyślałeś.
- Niczego nie wiesz ani o mnie, ani o
Ichigo – Hajime bronił imienia Kaze.
- Zakłuć go w szopie! – Rozkazał Reji.
Kiedy Naoto prowadził Hajime do szopy,
mijał swój dom, pod którym Izumi bawiła się z dziećmi. Izumi była córką Naoto i
Megumi, która zmarła 15 lat wcześniej podczas najazdu klanu Hikaru. Dziewczyna
wychowywała się zatem bez matki. Żyła ze starszym bratem Isao i ojcem. Izumi
nie była zwykłą kobietą, od wczesnych lat dziecięcych ćwiczyła się na wojownika
wraz z innymi członkami klanu Mizu. Była zatem wyjątkowo silna i potrafiła
doskonale władać mieczem. Po odejściu matki, Izumi pragnęła pomścić jej śmierć,
dlatego tym bardziej była konsekwentna i nie opuszczała żadnych ćwiczeń.
- Uważaj! – Krzyknęła Izumi, gdy jedno z
dzieci prawie uderzyło gałęzią przechodzącego z Naoto Hajime.
W jednej chwili spojrzenia Hajime i
Izumi złączyły się. Wtedy Naoto krzyknął:
- Izumi! Koniec zabawy na dzisiaj,
zabierz dzieci do domu!
- Dobrze Ojcze – rzekła Izumi i
odwróciwszy się myślała, kim jest ten młody człowiek, którego ojciec miał
zakłuć w szopie.
Naoto wykonał rozkaz Reji i poszedł na
wieczorny obchód po wiosce, co jakiś czas wypatrując czy na jej obrzeżach nie
pojawił się może Ichigo.
- Jednak nie jest głupi – pomyślał Naoto
i udał się na rozmowę z Reji.
- Nie przyszedł.
- Naoto, jest jeszcze za wcześnie.
- Tak myślisz?
- Gdy nastanie noc pojawi się. Przyjdzie
sam, zobaczysz.
- Ty nigdy się nie mylisz Reji. W takim
razie czekamy – Naoto przymknął oczy i postanowił uciąć sobie krótką drzemkę.
Tymczasem Ichigo nawet nie zauważył, że Hajime nie ma u jego boku.
Był za bardzo przejęty utratą wojowników, czuł, że nie zasługuje na to, by
poprowadzić klan Kaze. Miał wyrzuty sumienia, że nie potrafi obronić swoich
ludzi. Gdyby nie Hajime, już dawno zginęliby wszyscy podczas pierwszego
najazdu. Ichigo był pogrążony w rozpaczy, nie wiedział, co ma począć, jak
przygotować się na kolejny najazd wroga, czym go zaskoczyć. Wciąż siedział nad
rzeką i rozmyślał.
- Ojcze, Hajime przepadł, wszędzie go
szukam, lecz bezskutecznie. To nie w jego stylu, żeby oddalać się tak daleko
podczas wojny – Haruto uświadomił ojca o zniknięciu Hajime.
- Na pewno zaraz wróci. Jak długo go nie
ma?
- Od czterech godzin go szukam Ojcze.
Nie wiem kiedy zniknął – odparł zmartwiony Haruto.
- Nikt miał się nie oddalać, Hajime jak
zwykle postąpił inaczej – zdenerwowany Ichigo chciał zebrać większą grupę ludzi
i wyruszyć do lasu, wtedy jednak Tetsuya przyniósł list od Reji.
- Panie, znalazłem go w lesie, to od
Reji.
- Reji… - Ichigo wiedział już zatem, że
klan Mizu usłyszał o śmierci Junji.
- Reji i Naoto zabrali Hajime –
kontynuował Tetsuya.
- Trzeba po niego iść, natychmiast
zbieram ludzi Ojcze – rzekł Haruto.
- Nie – odparł Ichigo.
- Ależ Ojcze…
- Wkraczając na ziemie klanu Mizu
wywołamy kolejną wojnę. Hajime sobie poradzi – Ichigo zabronił wojownikom
reagować na list Reji.
Sam jednak, jak założył Reji, udał się
do wioski Mizu. Był środek nocy, Nie zabrał ze sobą nikogo.
Zdeterminowany kroczył ciężkim krokiem przed siebie. By nikt z jego ludzi nie
zorientował się, że wyszedł, w namiocie zaświecił lampę i na gałęziach
zerwanych z drzew rozwiesił swój płaszcz. Nie spodziewał się, że Tetsuya złamie
jego rozkaz i również wyruszy w stronę wioski Mizu. Tetsuya był najlepszym
przyjacielem Hajime, tak samo jak on stracił na wojnie swoich rodziców. Ichigo
i Tetsuya mieli swoje oddzielne plany na przejęcie Hajime.
W tym samym czasie Izumi
zabrała dzbanek z wodą i udała się do szopy. Hajime siedział wycieńczony,
układał w głowie plan ucieczki. Chciał zdążyć przed nadejściem Ichigo -
doskonale wiedział, że przyjdzie po niego. Nie chciał jednak, by rozgorzała
walka.
- Przyniosłam wodę – Izumi stanęła w
drzwiach.
- Pewnie jesteś spragniony. Wiem, że
odkąd Ojciec Cię przyprowadził, niczego nie wnosił do szopy.
- Dziękuję – odparł Hajime.
Izumi pomogła mu się napić.
- Jestem Izumi.
- Wiem, słyszałem o Tobie. Podobno
jesteś wojowniczką.
- Po prostu znam sztuki walki.
- Ja jestem Hajime.
- Jesteś z Klanu Kaze prawda? Dlaczego ojciec
Cię tutaj przyprowadził i uwiązał? Czy przekroczyłeś naszą ziemię bez zgody
Reji? Pomiędzy Kaze i Mizu jest przecież pakt.
- Był pakt.
- Był…?
- Junji zmarł. Reji chce zerwać pakt.
- Zatem będzie kolejna wojna? Jestem
Twoim wrogiem… - Izumi spuściła głowę i zamyśliła się.
- Ja nie jestem Twoim – Hajime spojrzał
na dziewczynę.
- Jeśli pakt został przerwany jesteś.
- Nie jestem ani Twoim wrogiem, ani
Reji, ani Twojego ojca. Nie będę walczył z Mizu.
- A jeśli będziesz musiał?
- Izumi, zabiłaś kiedyś kogoś?
- Zadałam głębokie rany…
- Czyli nie. A jesteś gotowa zabijać?
- Mam nadzieję, że nie będę musiała.
- Spróbuj zabić mnie, teraz – to była
prowokacja ze strony Hajime. Wiedział bowiem, że jeśli Izumi złapie za miecz,
będzie miał możliwość wykorzystania sytuacji, zdoła się uwolnić i ucieknie.
- Dlaczego mam Cię zabić? – Zaniepokojona
Izumi odsunęła się od Hajime.
- Zabij mnie. Od dziś jestem Twoim
wrogiem.
Izumi stała i wpatrywała się w Hajime
nic nie mówiąc.
- No zabij. Jeśli nie zrobisz tego
teraz, ja zabiję Twoją rodzinę.
- Jeszcze przed chwilą mówiłeś, że nie
zabijesz nikogo z Mizu - Izumi zabrała dzbanek z wodą i wybiegła z szopy.
- Izumi, co robiłaś w szopie? Po co tam
poszłaś? Natychmiast do domu! – Naoto po krótkiej drzemce zajrzał do Hajime.
- Ładną mam córkę prawda? – Zwrócił się
do Hajime Naoto.
- Jej uroda jest jednak mylna. Potrafi
zabijać jedną ręką. Uważaj na nią zatem, kiedy znów do Ciebie przyjdzie.
- Nie sądzę. Jak dotąd nikogo nie zabiła
– lekceważąco odburknął Hajime.
- Co powiedziałeś? Jak śmiesz drwić z
mojej córki? Ja Ci zaraz pokażę! – Naoto w złości wyciągnął miecz i wbił mocno
w ziemię tuż przed Hajime. Chciał przedstawić swoją córkę w świetle wielkich
wojowników.
- Widzisz ten miecz? Chcesz zginąć zanim
po Ciebie przyjdą?
- Skąd w Tobie tyle złości Naoto?
Chcecie wojny? Dlatego mnie tutaj trzymacie?
- Chcemy tylko odzyskać spokój.
- Myślisz, że walka przyniesie spokój?
- Jesteś taki sam jak Twój ojciec
Hajime. Wiesz kto tak naprawdę go wtedy zabił? –Kontynuował Naoto.
- Zginął z rąk klanu Hikaru – przerwał
Hajime.
- Nikt przez tyle lat nie powiedział Ci
prawdy?
- Jakiej prawdy?
- Twojego ojca zabił Twój ojczym Ichigo.
Tak Hajime, Ichigo go zabił…
W tym momencie w drzwiach szopy stanął
Ichigo. Wzburzony tym, co powiedział Naoto uderzył z mieczem w jego kierunku z
ogromnym zamachem i siłą. Rozgorzała walka pomiędzy Naoto i Ichigo. Wówczas
pojawił się Tetsuya i uwolnił Hajime.
- Szybko, Hajime, Ichigo! Zanim reszta
zorientuje się o naszym przybyciu! – Wołał Tetsuya.
Reji zdążył usłyszeć hałasy dobiegające
z szopy. Zebrał kilku wojowników i udał się w jej kierunku. Gdy zauważył
walczącego z Naoto Ichigo, szybko dołączył się do walki z Tetsuya’ą i Hajime.
- Odejdźcie! – Hajime przejął walkę i
kazał Ichigo i Tetsuya’i wycofać się nad wodę do swoich ludzi.
Hajime był naprawdę silnym wojownikiem.
Odznaczał się również niesamowitą szybkością i skupieniem w walce. Potrafił
przewidzieć każdy ruch przeciwnika do momentu, gdy ktoś nie zakłócił jego
serca…
- Hajime… - Ichigo nie chciał zostawiać
teraz syna. Hajime patrzył jednak na Ichigo z nieufnością. Słowa Naoto utkwiły
w jego głowie i drążyły myśli.
- Odejdź! – Krzyknął Hajime w momencie,
gdy Naoto ranił go mocno mieczem w prawy bok.
- Hajime! – Tetsuya ruszył do ataku i
zadał cios Naoto.
- Przestańcie! Przestańcie… - pomiędzy
walczącymi stanęła kobieta. To była Izumi.
- Ojcze… - podbiegła do rannego Naoto.
Reji uświadomił sobie, że ich plan
zaszedł za daleko. Nie miało dojść do walk, a już tym bardziej nie miało być
rannych na ziemiach klanu Mizu. Wiedział już, że Junji nie żyje. Ichigo
potwierdził to swoim przybyciem, zatem postanowił puścić wolno Hajime,
Tetsuya’ę i Ichigo. Trzej wojownicy z klanu Kaze odeszli więc na drugą stronę
rzeki. Ichigo i Hajime milczeli całą drogę. Żaden z nich nie spojrzał nawet na
siebie. Czy pomimo ustanej walki tego dnia pakt Kaze i Mizu stracił swą
ważność? Ichigo z wojownikami wrócili do swojej wioski. Gentarō ukarał
Tomio za niewykonanie zadania i egoistyczne wszczęcie walki z Kaze pod jego
nieobecność. Oddalił tym samym kolejny atak na Kaze.
Hejka! Powiem tak ... początek może mnie trochę hmm jakby to powiedzieć ... ee znudził, jednak potem coraz bardziej się rozkręciło :). Końcówka niezwykle interesująca :D. Jak widzę ten klan Kaze wcale nie jest taki wspaniały, jak się na początku wydawało, zresztą Mizu nie są lepsi.
OdpowiedzUsuńCo ten Ichigo kombinuje? Czyżby Naoto kłamał? Ach! Zabieram się za czytanie rozdziału 2. Mam nadzieję, że tam udzielisz odpowiedzi na te pytania xD.
Tak, wiem. Mój genialny komentarz jak zwykle jest strasznie chaotyczny ...
Pozdrawiam, willownight ^^
Dziękuję za tak "chaotyczne" komentarze :) Pozdrawiam!
Usuń